• Mister Marcin

O Kambodży: historia cz. 1/2

Zaktualizowano: sie 1

Od prehistorii do Imperium Khmerskiego


Kambodża ma historię niezwykłą. Kraj ten osiągnął szczyty wielkości porównywalne może tylko ze starożytnym Rzymem i doświadczył upadku, z którego niewielu by się podniosło. Lud Khmerów i ich przodkowie przemawiają do nas głosem różnych przekazów od niemal dwóch tysięcy lat! Oto historia kraju Khmerów.


Ten artykuł jest pierwszą z dwóch części cyklu O Kambodży: historia.

Link do części drugiej: Od Angkor Wat do współczesności


Widok panoramiczny frontu świątyni Angkor Wat w Kambodży, palmy i lekko zachmurzone niebo
Wszystkie fotografie na blogu „Kambodża. Doktorat z cierpliwości”, z wyjątkiem specjalnie opisanych, są wyłączną własnością Autora bloga

Choć trochę zrozumieć Khmerów


Królestwo Khmerów, kraj zwany dziś Kambodżą, przeszło zadziwiające losy i przypadki. Przewertowałem wiele o nim stron i wysłuchałem różnych opowieści, a mimo to jego dzieje nie stały się dla mnie o wiele jaśniejsze. Długie poszukiwania dołożyły więcej pytań niż odpowiedzi. Uznałem jednak, że skoro mam śmiałość opowiadać swoim ludziom o nie swoim kraju, warto na marginesie zarysować jego kontur historyczny.


Ten dwuczęściowy tekst skupia się na znanych faktach i wielkich niewiadomych, którymi ciemne okresy dziejów Kambodży do nas przemawiają. Nakreśliłem go w ramach prywatnych wysiłków; w wyniku długotrwałych poszukiwań, licznych rozmów i niespodziewanych znalezisk. Za cel obrałem sobie próbę połączenia rozmaitych materiałów, do których dotarłem. Starałem się nie dodawać nic od siebie, z niewielkimi wyjątkami, które wyraźnie zaznaczam. Są to rozmowy i sytuacje, w których sam uczestniczyłem, a które wprowadzają dodatkowy punkt widzenia na niektóre sprawy. Szczególnie istotnym jest to w części drugiej, w której omawiam czasy protektoratu francuskiego oraz Czerwonych Khmerów. Gdzieniegdzie podaję rozbieżności w interpretacjach znalezisk, jakie pojawiają się w dyskusji o historii Kambodży.


Za jedno z zadań bloga stawiam przybliżanie obcego, oswajanie nieznanego. Z tej przyczyny przytaczam od czasu do czasu przykłady z polskiego podwórka, bo co u obcych wydaje się egzotycznym, może okazać się całkiem swojskim, gdy uświadomimy sobie, jak podobne miewamy pomysły i rozwiązania mimo odległości geograficznej oraz kulturowej nas dzielącej.



Kiedy pierwsi Piastowie zaczynali budowę państwa polskiego, Kambodża była już kilkusetletnim Imperium z tysiącem lat rozwoju kultury, tradycji i historii. W XII wieku lud khmerski zbudował w dżungli największą świątynię wszech czasów, osiągając szczyt swej potęgi i poziom urbanizacyjny, któremu najprawdopodobniej nie dorównała ŻADNA metropolia Wschodu ani Zachodu aż do rewolucji przemysłowej. Badania przeprowadzone pod koniec 2015 roku przez australijskich naukowców wykazały, że mogła to być potęga, jaką Londyn osiągnął siedemset (!) lat później.


Kilkaset lat po osiągnięciu szczytu świetności Khmerzy ulegli nowym ludom z północy. Starożytny naród osłabł i mrokom zapomnienia oddał lwią część swoich osiągnięć. Nadeszły wieki ciemności. Miasta i świątynie poddały się żarłocznej dżungli, która pogardę żywi dla dzieł człowieka i bierze, co ludzka, troskliwa dłoń przestała pieścić a oko doglądać. Pod wpływem ekspansji Chin wypędzone ze swoich siedlisk mniejsze ludy zepchnęły Kambodżę w stronę morza. Do dziś żywa duma własna nie pozwoliła narodowi wsiąknąć w rozmywaną monsunami ziemię.


Czarno-białe zdjęcie płaskorzeźby, twarz Buddy zarośnięta drzewami w Angkor Wat, Siem Reap, Kambodża
Gdzieś w środku dżungli

Czytelnik dowie się, jak ważnym elementem w rozwoju tamtej części świata okazała się łatwość adaptacji i przystosowania. Azja Południowo-Wschodnia jest wyjątkowym tyglem nieprawdopodobnych połączeń i niespotykanych gdzie indziej sytuacji politycznych, religijnych oraz społecznych. Drzewo kultury Azji Południowo-Wschodniej zaszczepiano wiele razy, jak ogrodnik szczepi gruszkę do jabłonki, a do niej znów śliwkę. Trudno zatem dziwić się oszałamiającym owocom kolei losu Khmerów.


Kambodża oczami starożytnych podróżników


Historia Kambodży nie jest łatwa do odtworzenia. Szczególnie brak nam rzetelnych, a już na pewno wyczerpujących źródeł historycznych o jej początkach. Najdalszą przeszłość odczytujemy ze szczątków khmerskiej cywilizacji (archeologia) oraz z kart nielicznych, czasem niespójnych relacji podróżników z ich pobytu na tych terenach. Wędrowcy z odległych krain (Chiny, Indie) sprzed półtora czy nawet niemal dwóch tysięcy lat musieli być nieprawdopodobnie odważnymi i otwartymi ludźmi. Ich świadectwa o Kambodży są bardzo cennym, często jedynym bezpośrednim przekazem, jednak odczytanie oraz zrozumienie tych niezwykłych relacji utrudnia fakt, że pozostawili je ludzie z dalekich krajów, nie zaś rdzenni mieszkańcy. Aby prawidłowo interpretować zachowane opisy potrzebujemy szczegółowo znać kultury, podłoże społeczne, a nawet nieistniejące już języki podróżników (!) i tym sposobem w pierwszej kolejności rozumieć ich samych. Nie wiemy bowiem, czy postrzegali oni mijaną Kambodżę przez pryzmat własnej tożsamości i dostępnej im terminologii, czy może raczej tak, jak robili to sami Khmerzy.



Z mroków prehistorii


Protoplaści Khmerów przywędrowali do Azji Południowo-Wschodniej najprawdopodobniej z rejonu dzisiejszych południowych Chin (Yunnan). Osiedli na tych terenach przynajmniej cztery tysiące lat temu (2000 p.n.e.). Przyjmuje się, lub może raczej – z dozą pewności – przypuszcza, że konstrukt społeczny, który stał się zaczątkiem Kambodży, ukształtował się między V w. p.n.e. oraz I w. n.e. Nie wiemy nic o tamtych ludziach od nich samych. Nie wiemy nawet, jak siebie nazywali i czy byli grupą spójną, czy różnorodną; czy raczej się łączyli, czy ze sobą walczyli. W początkach naszej ery, gdy pojawiły się o nich pierwsze zachowane do dziś świadectwa, znali wiele rzemiosł i rolę, praktykowali hinduizm, mieli bliżej nieznane, ale złożone struktury społeczne, utrzymywali kontakty z odległymi kulturami.


Mieszkali przy morskich szlakach handlowych, którymi poruszali się Chińczycy, Hindusi i mieszkańcy Bliskiego Wschodu. Przybysze z odległych krain, które wówczas – już dwa tysiące lat temu – od setek lub tysięcy lat rozwijały własne kultury, tradycje i pisma, mijali ów łagodny, częściowo pierwotny lud z dżungli, i wspominali o spotkaniach z nim. O wiele później, w złotej erze Imperium Khmerskiego (IX – XIV w.), Khmerzy zostawiają bogate informacje o sobie w architekturze, pismach, rytach kamiennych oraz stosunkach międzynarodowych odnotowanych w listach podróżnych, kronikach i rocznikach (annałach) innych krajów.


Widok długiego, czarnego korytarza zakończonego światełkiem w tunelu, świątynia Angkor Wat, Ta Prohm, Kambodża
Mroczny krużganek jednej z naw świątyni Ta Prohm

Pra-Khmerzy


Kambodża jest domem ludu historycznego – narodu zwanego Khmerami. Przed rozpoczęciem opowieści, tylko dla tego artykułu, wprowadzam moje prywatne, umowne i nienaukowe pojęcie pra-Khmerów. Oto dlaczego.


Badacze spierają się w kwestii ludu (grupy ludów?), z którego wywiódł się naród khmerski. Długo poszukiwałem jednoznacznej odpowiedzi na pytanie kim byli ci ludzie, lecz nie znalazłem konsensusu między różnymi autorami. Opis czasów przedhistorycznych wymagałby oddzielnego artykułu o rozmaitych tezach oraz o ich rozbieżnych interpretacjach. Z tego powodu upraszczam sprawę. Ci, których dla tego artykułu nazywam pra-Khmerami, to ludzie żyjący przed początkiem naszej ery na terenach dzisiejszej Kambodży, na znacznych połaciach Laosu, południowego Wietnamu i wschodniej Tajlandii z Półwyspem Malajskim. Mogli oni należeć do różnych grup etnicznych, językowych, plemiennych, ale równie dobrze mogli być całkiem sobie bliscy i podobni. Mogli być i tacy, i tacy. Ich społeczność była raczej otwarta na obcych, ponieważ nie ma świadectw złego traktowania podróżników przez pra-Khmerów. Chociaż… pewien komentator wysunął pytanie, czy właśnie ten brak świadectw przemocy nie przemawia złowrogo.


Nie ma przesłanek, by przypuszczać, że pra-Khmerzy i późniejsi Khmerzy byli różnymi ludami. Przejście między nimi nie odznaczyło się zauważalną, istotną zmianą, przeskokiem technicznym, kulturowym, społecznym czy artystycznym. Nie ma dowodu na jakąś nieciągłość między nimi.


Prawdopodobnie pra-Khmerzy byli rozsypanymi po dżungli organizacjami rodzinno-plemiennymi, które były dość podobne językowo (używały dialektów), czasami zawierały przymierza, a kiedy indziej wszczynały wojny i wendetty. Od czasu do czasu spośród nich wyłaniał się lider, który umiał sobie podporządkować wiele klanów. Nie znamy miana tamtych ludzi, choć wiemy, jak nazywali ich podróżnicy z innych krain. O tym później.


Społeczeństwo (pra-)Khmerów


Rdzeń kulturowy oraz struktura społeczna Kambodży pozostawały niemal niezmienione od starożytności do kilkuset lat temu. Przez ponad półtora tysiąca lat (od I do XV – XVI w.) tradycje i konwenanse ustalały tu porządek świata w wielkiej mierze dyktowany przez hinduizm jako religię, kulturę oraz sposób na życie. Opisuję najpierw zatem trwający przez większość okresów historycznych porządek społeczny, a następnie te okresy.


Wierzenia prehistoryczne, hinduizm i buddyzm


Prehistoryczni pra-Khmerzy byli animistami. W różnych kulturach animizm, ten swoisty prototyp religii, przejawia się na odmienne sposoby. Cechą wspólną jego różnych odmian jest wiara w nierozłączność ducha i materii. Przodkowie Khmerów wierzyli w uduchowienie istot żywych (np. drzewo, zwierzę) i obiektów nieożywionych (np. kamień, strumień, wiatr, góra). Uważali, że niektóre dzieła rąk ludzkich również mają dusze (np. rzeźba, totem, amulet, fetysz). Kiedy z mroków prehistorii wyłaniają się najstarsze znane nam wzmianki o pra-Khmerach, ich władcy i elity już wyznają hinduizm przyniesiony przez misjonarzy z Indii oraz Sri Lanki. Za arystokracją stopniowej hinduizacji ulegały niższe warstwy społeczeństwa, choć nie wszyscy. W XXI w. żyją jeszcze w Kambodży grupy utrzymujące wierzenia pierwotne.


Wieczorny widok na Zatokę Tajlandzką o zachodzie słońca. Drzewo zwisa nad wzburzonym morzem, pomarańczowe słońce zachodzi na horyzoncie
Animizm to przekonanie, że każdy twór, m.in. morze, góra, niebo, chmura, drzewo, ma duszę i siłę sprawczą

Czytelnik słusznie zauważy, że współczesna Kambodża jest krajem buddyjskim. Buddyzm egzystował tu na marginesie dominującego hinduizmu niemal od początku naszej ery i od XII – XIII w. zaczął przenikać do elit. W konsekwencji tego ruchu król z arystokracją pociągnęli ludność ku nowej religii. Hinduizm praktykują w Kambodży jeszcze tylko nieliczni. Co ciekawe, najważniejsze obecnie święto religijne Kambodży, Pchum Ben (czyt. pczum ben), więcej wspólnego ma z prehistorycznym i – siłą rzeczy – pogańskim kultem przodków, niż z buddyzmem. Kult przodków praktykowany jest w wielu współczesnych kulturach pod różnymi nazwami i rytuałami.


W Polsce podobne praktyki opisał w „Dziadach” Adam Mickiewicz, który nie wymyślił ich przecież dla dramatycznego efektu tak, jak stworzył imię Grażyna. Obchodzimy doroczne Święto Zmarłych, zwane też Dniem Zadusznym, którego geneza bez wątpliwości sięga poza chrześcijaństwo.


Hinduizm zaleca uwalniać zmarłych z serca i pamięci po krótkiej żałobie służącej pożegnaniu; trwa ona np. od zgonu do kremacji ciała (od kilku dni do kilku miesięcy). Nie należy rozpamiętywać i tym samym zatrzymywać duszy zmarłego na ziemskim padole, lecz pozwolić jej kontynuować podróż przez wcielenia. Buddyzm także poleca uwalniać zmarłych do wieczności, aby nie zatrzymywać ich w ciele i w pamięci, by samemu nie żyć w cierpieniu. Istnieje wiele odłamów buddyzmu i hinduizmu, a każdy z nich we właściwy sobie sposób rozwiązuje kwestie reinkarnacji lub innego bytu po śmierci. Khmerzy jednak, jeśli pozwalają im na to finanse, potrafią wystawnie celebrować rocznice zgonu bardziej szacownych członków rodziny, tym samym dając więcej przestrzeni kultowi przodków, niż swej głównej religii.


Besakich Temple widok z góry na cały kompleks świątynny w ciągu dnia, zachmurzone niebo
Hinduistyczna świątynia Besakih, Bali, Indonezja

Ciekawostką jest, że choć pogaństwo wydaje nam się barbarzyńskie, to przecież przez kilkaset lat po chrzcie Polski nasi przodkowie opierali się chrystianizacji, broniąc swych prawowitych korzeni. Na polskim podwórku do dziś żywa, widoczna w porzekadłach i słownictwie pozostaje tradycja pogańska. Po naszych domach, lasach i łąkach hasały rusałki, skrzaty, strzygi, baba jaga czy licho. Przejście na chrześcijaństwo wiązało się z czynnym oporem. Prawdopodobnie inaczej było w przypadku pra-Khmerów: nie ma śladów ich oporu i zdaje się, że pierwotne wierzenia oddali całkiem dobrowolnie, o czym później.


Początki państwowości pra-khmerskiej


Od ok. I w. n.e. znajdujemy z rzadka wzmianki o władcach pra-pra-Kambodży oraz o jej cywilizowanych osadnikach znających pismo, religię (hinduizm) i mających pewną organizację społeczną. Informacje te dotrwały do naszych czasów głównie w relacjach przejeżdżających tędy kupców oraz dyplomatów z Chin i Indii. Obok lokalnego języka (bądź języków, dialektów) lokalne elity posługiwały się sanskrytem, lingua franca regionu. Sanskryt jest językiem przybyłym z Indii i używany był przez pra-Khmerów już w momencie, gdy znajdujemy o nich pierwsze wzmianki. Oznacza to, że między Indusami a mieszkańcami Azji Południowo-Wschodniej istniały szerokie kontakty na długo przed naszą erą.


Pewne przesłanki wskazują, że z przybyciem cywilizacji i religii położono kres nagości, w szczególności wśród kobiet. Nie mam pewności, skąd wzięła się ta szczególność w przypadku kobiet, być może chodzi o menstruację, którą hinduizm uznaje za oznakę kobiecej nieczystości. W obecnych czasach zakazy uczestniczenia w obrządku, a nawet wchodzenia do świątyń, nadal obowiązują miesiączkujące kobiety w wielu świątyniach hinduizmu mimo orzeczeń sądów indyjskich uznających zakazy te za łamiące prawo osobistej swobody i tym samym – niekonstytucyjne. Staruszka z wyspy Bali (środkowa Indonezja, hinduizm balijski) opowiedziała mi o dawnych czasach, kiedy można było sądzić miesiączkującą kobietę za rozgniewanie bogów, jeśli weszła na teren świątyni. Postępowanie mogło obejmować szereg czynności: od rytuałów oczyszczających aż po proces i osąd, którego opis przywodzi na myśl inkwizycję. Wiemy z przekazów, że religia i obyczaje bywały surowsze w Kambodży niż w kolebce hinduizmu, Indiach.


Zakaz wchodzenia do świątyni dla kobiet w czasie miesiączki w hinduistycznej świątyni na wyspie Bali. Zielona plansza z ogłoszeniem białymi literami.
Zakaz przy hinduistycznej świątyni, Bali, Indonezja

We współczesnej Kambodży nie słyszałem o obowiązujących ograniczeniach religijnych związanych ze sprawami kobiecymi. Buddyzm uznaje je za naturalne, normalne i bez znaczenia w kwestii religii.


Dwa tysiące lat temu zaczynały się czasy historyczne mającego powstać Królestwa i Imperium Khmerów. Dzięki szukającym nowych wyzwań polityczno-ekonomicznych Indiom, z pomocą ich misjonarzy stopniowej hinduizacji ulegały klasy rządzące pra-Khmerów, a za nimi prosty lud.


Nie była to jeszcze Kambodża, ale był to jej zaczątek; późniejsze królestwa (Funan, Czenla) i Imperium Khmerskie były kontynuacją tamtej starożytnej kultury. Możemy przypuszczać, że naszych pra-Khmerów z późniejszą Kambodżą łączyła relacja podobna do historycznego następstwa Polan i Polaków. Hinduistyczna doktryna króla wysłannika i namiestnika bogów podnosiła status lokalnych liderów, stabilizowała ich pozycję, pomagała zrzeszać plemiona, rozszerzać wpływy. Królowie roztaczali panowanie nad coraz rozleglejszymi terytoriami. Doktryna boskiego posłannictwa dawała im władzę absolutną, która jednak nie chroniła od zdrad i uzurpacji.


Król, jego rodzina oraz arystokraci byli kapłanami obrządków i świątyń. Miało to swój cel: kasta duchowna jest najwyższą w hierarchii hinduizmu (wyższą od kasty królewskiej), a kapłani pobierali podatki w formie ofiar. Dawało to stały dochód i mogło stanowić pole wyzysku, bo najbardziej bano się gniewu bogów. Ci zaś, wierzono, mogli naprawdę zajść za skórę. Panowało przekonanie, że kapłani mieli kontakt z istotami z zaświatów, dzięki czemu przekazywali wiernym wolę bogów i prośby oraz błagania dusz (np. zmarłych krewnych) o ofiary w określonych intencjach.


Z racji pochodzenia (kasty), w ramach kary, lub w rozliczeniu długów, wielu ludzi pozostawało sługami bądź niewolnikami przy dworach, świątyniach i niespłaconych wierzycielach. Długi były dziedziczne, dlatego dziecko niewolnych rodziło się niewolnikiem. W niewolę można było zostać wydanym przez rodzinę w ramach spłaty zadłużenia lub rozliczenia transakcji, bowiem do dnia ślubu dzieci pozostawały własnością i przedmiotem dowolnego rozporządzania rodziców. Do dziś w niektórych regionach Azji spotkać można ten sposób myślenia. Wiele wskazuje, że niewolnictwo było powszechne. Ofiary religijne związane z liturgią, karami i specjalnymi intencjami składano w dobrach materialnych, posługą przy świątyni oraz pracą na świątynnych folwarkach, co było po prostu formą pańszczyzny.



W tej opowieści nadal jesteśmy w początkach naszej ery. Tysiąc lat później opisany powyżej porządek społeczny okaże się kluczowym dla wzniesienia Angkor Wat (w latach ok. 1120-1150).


Ilość starożytnych budowli sakralnych w Kambodży budzi prawdziwy podziw. Tak imponujące osiągnięcia architektoniczne musiały być podparte silną motywacją religijną, ale miały również inny kontekst. Budowa świątyni była inwestycją o dużym potencjale zwrotu finansowego i uwieczniała imię fundatora. Tylko od niego (bądź zarządcy) zależało wspieranie i rozwój lokalnej wspólnoty wyznaniowej, lub czerpanie własnych korzyści z wyzysku. Z drugiej strony: gdyby nie religia oraz płynące z niej dochody, niewiele zostałoby po tamtych ludziach, ponieważ nie zachowały się domostwa zwyczajnych ludzi.


Siedząca statua Buddy okryta pomarańczową szatą, znajdująca się w starej, brudnej świątyni w Angkor Wat. Buddę chroni siedmiogłowy wąż Naga
Statuła medytującego Buddy chronionego przez siedmiogłowego węża Naga z mitologii hinduizmu

Spotkałem się z tezą, że przejście między animizmem a hinduizmem było procesem gładkim i bezbolesnym. Nowa religia przyniosła porządek społeczny, uniwersalny język komunikacji (sanskryt) oraz sposób na życie, połączyła ludzi na wielu płaszczyznach i wyniosła lokalne elity na międzynarodowy poziom. Zmiana mogła dokonywać się płynnie i dobrowolnie, gdyż metamorfoza od leśnych duszków i rusałek do zorganizowanego, zorientowanego globalnie systemu religijno-społecznego, mogła wydawać się wręcz naturalną drogą na wyższy poziom cywilizacyjny. Pierwotne wierzenia znakomicie przenikały się z nową wiarą i tak pozostaje do dziś.


Jak już wiemy, animiści przypisują dusze rzeczom i żywym stworzeniom, a zjawiska naturalne są konsekwencją woli tych bytów. Hinduizm idzie znacznie dalej: ustala porządek i role społeczne, prawo, na swój sposób wyjaśnia idee wyższe, zjawiska, rodzaje oraz podział żywych istot, religia narzuca też relacje między ludźmi. Silne rozbudowanie tej kwestii zdradza, jak wiele czasu i energii starożytni poświęcali na dokładne określenie siebie względem innych i jak istotnym takie rozdzielenie dla nich było. Kolejną ciekawostką jest kastowość, do której prawdopodobnie Kambodżanie przywiązywali mniejszą wagę niż Hindusi i dawno temu powinna była zniknąć wraz z przejściem na buddyzm. Szczątki kastowego myślenia widoczne są nadal w sposobie myślenia oraz pozycjonowania siebie względem innych w khmerskiej kulturze.


W konsekwencji przyjęcia hinduizmu oraz wymiany intelektualnej z Indiami, do pra-Khmerów dotarła zaawansowana na swe czasy technika i kultura, wysoki język liturgii, poezji, sztuki oraz dyplomacji. Posługiwali się nim władcy, kapłani, dyplomaci, podróżnicy i kupcy. Był to język, który już dwa millenia temu posiadał drobiazgowe, obszerne i do dziś podziwiane opracowania naukowe.


Nowa religia sprzyjała bogatym. Tylko oni byli w stanie fundować drogie świątynie z kamienia; najlepsze, oprócz łupów wojennych, źródło dochodu. Za pozwoleniem króla wznoszono bogom kamienne świątynie i aśramy, które były centrami władzy, poboru podatków i ofiar, nauki, sztuki, lokalnych zgromadzeń i sądów, a nawet produkcji. Władza przyznająca przywileje budowy obiektów sakralnych oczekiwała udziału w zyskach (wpływach z ofiar) za stworzenie możliwości poborowych. Niektóre świątynie rozrastały się w kompleksy sakralne i osadnicze utrzymujące rzesze kapłanów, skrybów i rytualnych tancerek. Wokół miejsc kultu skupiały się wsie i miasta pełne osadników, handlarzy, rzemieślników, prostych ludzi oraz niewolników. Zgodnie z prawem boskim od społeczności takiej ściągano podatki oraz ofiary.


Płaskorzeźba wielorękiego Siwy  w Angkor Wat z buddyjskim ołtarzykiem, Kambodża
Płaskorzeźba Sziwy z ołtarzykiem w Angkor Wat

Specyficzna architektura myślenia urzędniczo-społecznego w krajach takich jak Kambodża, może dziwić kogoś z zewnątrz. Warto jednak zapytać, skąd ten mechanizm się wziął i jak przetrwał do XXI w. Czytając o historycznej Kambodży przypuszczam, że z archaiczną strukturą władzy nie rozprawiono się dotąd z przyczyn praktycznych. Jest to tani w utrzymaniu system, który finansuje się od dołu. Urzędnicy wynagradzani są symbolicznie, ale wraz z petentami tworzą samofinansującą się piramidę, w której niższy urzędnik opłaca u przełożonego dobre stanowisko z „potencjałem” finansowym (np. wydawanie pozwoleń, licencji). Dla petenta otrzymanie przywileju od władcy lub urzędu, na przykład prawo wzniesienia nowej świątyni, ma swoją cenę. Inwestor uzyskuje prawo budowy, zobowiązuje się sam ją sfinansować, wyposażyć oraz wykorzystywać na tyle przedsiębiorczo, by pokrywać przyszłe daniny (podatki). Przypomina mi to średniowieczny obyczaj w Europie, zgodnie z którym rycerz decydował się i zobowiązywał do udziału w wojnie, do której na własny koszt zbroił, szkolił i opłacał ludzi, aby po wszystkim otrzymać udział w łupach. Taki mechanizm eliminuje z gry biedotę, dając bogatym możliwość umocnienia i ugruntowania bogactwa, czyli władzy.


Ten do dzisiaj żywy „drugi obieg”, obecnie uważany ze nieetyczny i zwany korupcją, jest w istocie pierwszym. Dawniej jawnie opierał się na nim system społeczno-religijny. W każdym razie władza religijna była władzą duchową, świecką, wykonawczą, prawodawczą i wszelką. Zresztą… Czy w historii ludzkości nie jest wynalazkiem całkiem niedawnym, że władcą narodu, zgromadzenia, plemienia wcale nie jest kapłan, ziemski delegat bogów, lecz zręczny polityk, silny świecki wojownik i morderca… przepraszam, pogromca wrogów?


Teksty religijne spisywano w sanskrycie, w którym odprawiano też liturgię. Zwykli ludzie mieli więc ograniczone zrozumienie własnego obrządku i religii. Znajomość sanskrytu była wyznacznikiem statusu społecznego; z jednej strony podkreślała różnicę między biednymi a uprzywilejowanymi, ale tym drugim pozwalała komunikować się ponad plemionami, narodami i odległymi od siebie krainami. Jak kosmopolityczny był to język niech świadczą dokumenty sporządzane w nim w odległych krajach chińskim czy arabskim pismem (więcej na ten temat w przyszłym artykule o języku khmerskim). Znano sanskryt od Filipin i Indonezji po Chiny, Japonię, Tybet, Nepal, Iran i Indie.



Źródła sugerują, że przybyły niedługo po hinduizmie buddyzm wielce przyczynił się do rozwoju szlaków handlowych. Władcy ziem na wschód od Indii godzili się zatem na pokojowe współistnienie dwóch religii i właśnie w Azji Południowo-Wschodniej przenikały się one najgłębiej. W swej otwartości ludy wschodu przyjmowały i łączyły napływowe religie z lokalnymi wierzeniami, jak starożytne ludy Bliskiego Wschodu i basenu Morza Śródziemnego dzieliły się bogami, a nawet całymi ich panteonami.


Pewną niewiadomą, swoistą ciekawostką, jest przedmiot sporu o to, czy pra-Khmerzy zostali skolonizowani przez przybyszów z Indii, oczarowani i uwiedzeni ich kulturą; czy może, na co wskazują nowsze znaleziska, cieszyli się znacznym zaawansowaniem społecznym jeszcze przed nadejściem Hindusów. Ostatnie odkrycia sugerują, że pra-Khmerzy w delcie Mekongu stworzyli silne ośrodki, strukturę społeczną, polityczną i kulturową, utrzymywali kontakty dyplomatyczne i handlowe z Chinami, Indiami, może Europą (!), a hinduizm przywieźli i zaadaptowali sobie… sami.


Wykopaliska w Óc Eo. Źródło: Bùi Thụy Đào Nguyên, CC BY-SA 3.0 <https://creativecommons.org/licenses/by-sa/3.0>, via Wikimedia Commons

Nie wiadomo do końca, jak było. Nie zmienia to jednak faktu, że na khmerskim stanowisku archeologicznym Óc Eo (fotografia) w delcie Mekongu znaleziono starożytne artefakty pochodzące z Chin, Bliskiego Wschodu, Indii i Imperium Rzymskiego (!!). Dość sporo, jak na jedno miejsce pośród dzikiej dżungli. Jest niemal pewnym, że znany starożytnym Rzymianom i położony na dalekim wschodzie port, w II w. n.e. nazwany przez Klaudiusza Ptolemeusza Kattigarą, był w istocie khmerskim ośrodkiem handlowym ulokowanym w okolicach dzisiejszego Sajgonu. Obszar delty Mekongu w wyniku wojen od kilkuset lat pozostaje częścią Wietnamu, jednak jest to region rdzennie khmerski. Do dzisiaj zamieszkuje go około miliona potomków dawnych Khmerów, którzy zostali skolonizowani przez przesiedleńców wietnamskich z północy.


Okresy historyczne Kambodży


Funan (I-VI w. n.e.)


Organizacja państwowa, która rozwijała się w pierwszej połowie pierwszego tysiąclecia naszej ery, nie nazywała się jeszcze Kambodżą, ani my jej tak nie nazywamy. Przejeżdżające tędy ekspedycje chińskie ze swoimi kartografami nazywały tę krainę Funan. Wspominali oni, że był to raczej luźny, rozległy zbiór zindianizowanej (zhinduizowanej) ludności, niż jednolite państwo. Prawdopodobnie pod wpływem wymiany kulturowej i z napływem podróżników, handlu, misjonarzy z Indii, grupy plemienne zaczęły kształtować się w złożone społeczności, które przeradzały się w państwa-miasta, a nawet większe terytoria pod zarządem lokalnych władców. Wśród nich Funan było w stanie zdominować i uzależnić innych graczy w regionie.


Przypuszczalny obszar Funan. Źródło: Public Domain, https://commons.wikimedia.org/w/index.php?curid=1440089

Z drugiej strony nie wiemy, czy Funan jest prawdziwą (właściwą) nazwą. Słowo „Fu-nan” czytamy w chińskich przekazach i nie mamy jednoznacznej odpowiedzi, czy było ono próbą fonetycznego zapisu khmerskiej nazwy (trudno określić, co miałoby to znaczyć), czy określeniem nadanym przez Chińczyków w ich własnym języku. Opisywaną przez podróżników krainę Funan utożsamiono z Kambodżą dzięki analizom, ponieważ z samej nazwy nie wynikał między nimi oczywisty związek. Wiemy, że Królestwo Funan wysyłało ambasadorów na chiński dwór cesarski już w II lub III w. n.e. Poselstwa te w Państwie Środka traktowane były z wielką powagą. Trudno oprzeć się przekonaniu, że Funan było jedną z wielkich sił regionu. W końcowej fazie swojego istnienia zapewne spotkało się ze wzrostem któregoś z księstw wasalnych, które przejęło kontrolę w regionie.


Badacze snują rozmaite przypuszczenia na temat zakończenia okresu Funan, ponieważ nie zgadzają się w kwestii państwowości tego konstruktu społecznego. Jedni uznają, że było to jednolite państwo z mniej więcej scentralizowaną władzą, a inni uważają, że była to najwyżej pewna ilość niezależnych, luźno powiązanych i konkurujących o wpływy osad rozsianych na brzegu morskim oraz wzdłuż doliny Mekongu. Ani jedna, ani druga opcja nie wyklucza potęgi Funan opartej na szeroko zakrojonej kontroli morskich szlaków handlowych w tym regionie.


Jak trudno zrekonstruować dokładną historię Kambodży, niech świadczy jeden z przykładów. Niektóre teorie przypisują upadek Królestwa Funan właśnie zmianie szlaków handlowych. Popularna jest też odwrotna teoria, według której źródła osłabienia i destabilizacji Funan dopatrywać należy się wewnątrz państwa, przez co kupcy obrali nowe szlaki.


Czenla (VI w. n.e. – 802)


Nim na scenie politycznej dominację objęli Khmerzy, prawdopodobnie jakieś królestwo zewnętrzne, lub któreś z wewnętrznych księstw, wzmocniło się na tyle, by zyskać niezależność od Funan i rozwinąć nad nim dominację. Znów z pomocą przychodzą Chińczycy; za ich kronikami nazywamy ten okres Chenla (czyt. Czenla). Co do Funan: królestwo to zniknęło bez wzmianek o walkach czy rewolucji; po prostu przestano o nim pisać. Wydaje się, że w odpowiednim czasie plemię wasalne zwane Czenla osiągnęło pewien stopień niezależności, a następnie zdominowało Królestwo Funan. W kwestii Czenli interpretacje są również podzielone.


Czenla na mapie Azji Pd.-Wsch. Autor: Interchange88 - Own work, CC BY-SA 3.0, https://commons.wikimedia.org/w/index.php?curid=36901458

Końcówka królestwa Funan datuje się na VI w. n.e. Kilku kolejnych królów, prawdopodobnie z jednej linii rodzinnej, utrzymywało dobre kontakty z Chinami i Indiami. Zapisy w chińskich rocznikach z początku VII w. wymieniają nową nazwę i wspominają, że Czenla było księstwem, które narzuciło swoje zwierzchnictwo w regionie, ale przy tym doszło do podziału i destabilizacji władzy, co poskutkowało rozdarciem na dwie Czenle: południową (wodną) i północną (lądową). Miały to być oddzielne, suwerenne państwa. Mimo podziału, przez pewien czas sztuka, kultura i użycie sanskrytu kwitły.


Ten okres między Królestwem Funan (I – VI w. n.e.) a Imperium Khmerskim (802 – XV w. n.e.), często określany jako ciemny, przejściowy, pełen był roszad u władzy. Obecna wiedza na temat Czenli ma liczne luki i nieścisłości. Nie jesteśmy w stanie odtworzyć kompletnej listy władców, ani dokładnego przebiegu wydarzeń. Gdzieniegdzie pojawiają się wzmianki o potyczkach, najazdach, lecz niewiele pewnych informacji. Pod koniec tego okresu podupadła kultura, drastycznie spadła ilość inskrypcji i zabytków. Mamy powody przypuszczać, że tereny wcześniejszego Funan i Czenli uległy dalszej wewnętrznej destabilizacji, ludność stała się ofiarą najazdów i obcej dominacji.


Znaleziono rozmaite i wzajemnie nie potwierdzające się wzmianki o zawieraniu sojuszy, o najazdach przybyszy z dalekiej Jawy i nie tylko. Król khmerski, Jayavarman II (czyt. Dżajałarman), który w 802 roku proklamował Imperium Khmerskie, spędził zdaje się wiele czasu na dworze jawajskiego króla, gdzie także praktykowano hinduizm. Istnieje przypuszczenie, że jawajski władca traktował Jayavarmana II jako przybranego syna, którego, być może, wysłał do Czenli (późniejszej Kambodży) jako poddanego i wasala, aby zarządzał nią jako jawajskim lennem. Jayavarman II wykorzystał sytuację, by ostatecznie wyzwolić własny kraj spod okupacji jawajskiej i przejąć pełnię władzy dla siebie i swoich ludzi. Czegóż nie znalazłem w różnych źródłach; nawet to, że rzeczony Jayavarman II nie był Khmerem, lecz Jawajczykiem, czemu znowuż jedni badacze zaprzeczają, a inni tego „nie wykluczają”.


Warto wspomnieć inny aspekt i nierozwikłaną zawiłość. Niektórzy historycy, wbrew chińskim przekazom, zaprzeczają istnieniu Czenli. Uważają, że należy ją odrzucić i założyć, że niestabilność regionu była spowodowana długimi okresami gier politycznych przeplatanych gwałtownymi sukcesjami i nieprzyjaznymi przejęciami. Brakowało jednoznacznego lidera, dlatego niemożliwością było ustanowienie trwałego centrum polityczno-gospodarczego, aż do czasu przejęcia władzy przez Jayavarmana II. On to, po powrocie z Jawy jako legat Królestwa Jawy, wymówił posłuszeństwo i powiedział „basta, od teraz nikt nam w ryż nie będzie dmuchał, robimy po swojemu!”.


Ruiny budynku w Angkor Wat otoczone rozsypanymi kamieniami i dżunglą
Ruiny wczesnej świątyni skrytej w kompleksie Angkor Thom

Zwolennicy odrzucenia Czenli wskazują na istotne różnice w interpretacji historii tego okresu na podstawie różnych przekazów. Wersja przechowana w chińskich annałach rozróżnia dwa następujące po sobie okresy (Funan i Czenla), ale rosnąca grupa badaczy decyduje się na rekonstrukcję wydarzeń na podstawie lokalnych znalezisk; niestety, zbyt rzadkich i nieścisłych, by jednoznacznie rozwiać wątpliwości. Znaleziska z lokalnych stanowisk nie potwierdzają teorii o rozbiciu, przerwaniu politycznej integralności, ani o jakiejś innej nieciągłości w rozwoju Kambodży, choć dotychczas nie odpowiedziano na wiele z tym związanych, ważnych pytań.


Skąd wzięli się Khmerzy, skoro nie wiadomo, jak wcześniej nazywał się lud zamieszkujący ich tereny? Jeden z brytyjskich badaczy wskazuje poszlaki zapisane w stosunkach Królestwa Funan, Królestwa Jawy oraz innych ludów ościennych, jak Czampa. Zawiłe i raczej okrutne zmiany u steru władzy w Czenli, fluktuacje lokalnych sojuszy, zdrady, wskazują na krótkowzroczność. Khmerzy, inaczej Kambuja, to lokalne plemię, które umiało wykorzystać sytuację i narzucić swą władzę. Zapewne któryś z khmerskich liderów umiał podporządkować sobie innych, a jego następcy wymogli swą nazwę, jako określenie całego zgromadzenia, a potem kraju.


Imperium Khmerskie (802 – 1432)


Z przyczyn nie do końca oczywistych wspomniany wyżej król Jayavarman II przez następne stulecia (a nawet i teraz) uznawany był za legendarnego władcę, bohatera narodowego. Jedną z pierwszych reform założyciela Imperium była rezygnacja z funkcji wysłannika i namiestnika bogów na rzecz, po prostu, zostania bogiem, którym siebie obwołał. Panowanie Jayavarmana II rozpoczęło najświetniejszy okres historii Kambodży, co stało się podstawą dla legend i opowieści wynoszących króla-boga do rangi herosa. Źródła tymczasem mówią o raczej porywczej naturze króla, o systematycznej i zręcznej propagandzie, której owocami karmieni jesteśmy do dziś.


Legendarny władca i jego żona najpewniej wywodzili się z rodziny królewskiej, ale jednocześnie zdaje się, że nie mieli silnej podstawy do sukcesji. Prawdopodobnie, nie będąc naturalnym następcą tronu, lecz wasalem króla Jawy, Jayavarman II jakimś sposobem ok. 790 roku sięgnął po władzę i w 802 roku ustanowił własne Imperium. Mieszkał w okolicach późniejszego Angkoru, a ściślej pośród owych strumieni o przepięknie rzeźbionych korytach skalnych w dżungli na obszarze zwanym Phnom Kulen. Król od czasu do czasu na niewielkie odległości przenosił swój dwór wraz ze stolicą. Wskazuje to na jego ekstrawagancję, słabość, lub brak zdecydowania, a może istniało zagrożenie zewnętrzne skłaniające króla do nomadycznego życia. Zdaje się, że okolice Angkoru były mu bliskie, jakby się z nich wywodził.


Rzeźbione dno leśnego strumienia w Phnom Kulen przy Angkor Wat, Kambodża. Historyczne płaskorzeźby
Skalne koryta strumieni Phnom Kulen rzeźbiono już ponad 1000 lat temu

Na marginesie warto dodać, że w Kambodży sukcesja królewska niekoniecznie odbywała się po linii ojcowskiej ani też nowym władcą nie musiał zostać bezpośredni potomek króla. Władza pozostawała w rękach szlachetnie urodzonych, nie musiała być jednak dziedziczna. Sukcesor na tronie stawał się bogiem i jako takiemu oddawano mu cześć.


Być może tym sposobem pod khmerską egidą rozpoczęło się scalanie lokalnych plemion w Imperium, które poszerzało dominację w regionie przez blisko sześć następnych wieków. W okresie najlepszej świetności Kambodży, czyli odpowiednio w czasach Polski Piastów, Imperium Khmerskie rozciągało się od południowych rubieży Chin aż po Półwysep Malajski, od Morza Południowochińskiego aż po Birmę. W regionie nie było wówczas siły równającej się z Khmerami. Znajdowano nawet wzmianki o ich okresowej dominacji nad wysoko rozwiniętymi królestwami archipelagu dzisiejszej Indonezji! Są to rozpiętości terytorialne porównywalne z dystansem między Warszawą a Madrytem czy Lizboną.


Imperium Khmerskie ok. 900 r. Autor: Javierfv1212 - Own work, CC0, https://commons.wikimedia.org/w/index.php?curid=14719707

W kraju przebywali ludzie różnych narodowości i kultur. Arabskie zapiski z tamtych czasów mówią o porządku oraz ogromnej wstrzemięźliwości od alkoholu i cudzołóstwa. Podobno Khmerzy przewyższali pod tym względem Indie, gdzie tępiono spożycie alkoholu, ale nie karano śmiercią cudzołóstwa, jak w Kambodży. Nie przeszkadzało to khmerskiemu królowi mieć do czterech tysięcy konkubin, które pozostawały na jego utrzymaniu. Kraj rozciągał się na połaciach ocenianych przez ówczesnych Chińczyków jako sześć tysięcy li, co – w przeliczeniu na współczesne jednostki – może oznaczać rozpiętość około dwóch tysięcy pięciuset do trzech tysięcy kilometrów.


Chińczycy wspominali relacje ze spotkań z Khmerami przy swoich południowych granicach oraz odnotowali ich ekspansję daleko na zachód w głąb Azji. Liczne zapiski w czasach Imperium wykonano w sanskrycie, którego spójność literacka na różnych obszarach świadczy o nieprzerwanej wymianie intelektualnej między Kambodżą a Indiami. Nie jest jasne, czy khmerscy uczeni jeździli na nauki do Indii, czy to Indusi przyjeżdżali do Imperium. Biegłość Khmerów w hinduskiej mitologii, filozofii i nauce była najwyższej próby. Khmerska erudycja w stosowaniu sanskrytu, poetyckość językowa i mistrzowska poprawność gramatyczna sięga takiej maestrii, że wielu badaczy zalicza te teksty oraz sztukę w poczet najwyższych osiągnięć w całej historii hinduizmu. Pod koniec pierwszego tysiąclecia naszej ery pojawiły się pierwsze zachowane do dziś inskrypcje w języku khmerskim, dla którego skrybowie stworzyli nowy, do dziś używany system notacji oparty na piśmie zapożyczonym od sanskrytu.


Ruiny śwątyni khmerskiej porośnięte drzewami w Angkor Wat
Ruiny jednej z bibliotek w okolicach Angkor Wat

Królowie z okresu między IX a XI w. odnosili sukcesy w działaniach wojennych oraz pokojowych, a nadto wydaje się, że nie dochodziło do sukcesji w wyniku morderstw. Odnotowano, że Jawa została wasalem Kambodży i możliwe, że właśnie Khmerzy przyczynili się do kryzysu, który doprowadził do osłabienia Królestwa Jawy i przeniesienia jego centrum politycznego z Mataram na wschód wyspy. Stolica Imperium Khmerów bywała przenoszona, ale przez większość czasu znajdowała się w okolicach Angkor Thom.


Królowie i mniejsi władcy wznosili liczne aśramy z bardzo ścisłymi zasadami dyplomatycznego powitania, postępowania z wizytatorami i podróżnikami. Budowle te mieściły własne zbiory sztuki i pism, zatrudniały skrybów, kopistów, obsługę. Okres ten położył podwaliny pod niespotykany rozwój urbanistyczny, komunikacyjny i ekonomiczny tych terytoriów. Rozwijano medycynę, wznoszono obiekty doraźnej opieki medycznej oraz szpitale. Rozbudowywano infrastrukturę drogową, setkami żeglownych kanałów łączono miasta i regiony, dzięki czemu na wielkich dystansach prowadzono handel śródlądowy. Osiągnięcia naukowe, techniczne oraz artystyczne ówczesnych Khmerów uznać trzeba za szczytowe w swojej epoce. Wtedy też wybudowano tysiące świątyń, wsi, dziesiątki miast, a wśród nich Angkor Wat.


O czasach Angkoru, największej świetności Imperium Khmerskiego i jego upadku, aż do XXI wieku, opowiem w drugiej części artykułu. [Link do części drugiej niedługo!]

52 wyświetlenia0 komentarz
  • Facebook - Grey Koło
  • Instagram - Grey Koło
  • YouTube - Szary Koło
Przeczytaj również: