• Mister Marcin

O Kambodży: historia cz. 2/2

Od Imperium Khmerskiego do upadku


Ten artykuł jest drugą z dwóch części cyklu O Kambodży: historia.

Link do części pierwszej: Od prehistorii do Imperium Khmerskiego



Angkor Wat


Bayon Temple w Angkor Thom, Angkor Wat. Twarze uśmiechniętego Buddy na wieżach świątyni Bayon
Moja ulubiona ze wszystkich: tzw. świątynia „uśmiechniętego Buddy”. Bayon Temple

Napisano tak wiele o Angkor Wat i Imperium Khmerów, że niemal zbędnym wydało mi się specjalne poświęcanie im miejsca. Nie można jednak zrozumieć Kambodży bez tej wzniosłej części jej historii i bez wiedzy o dziejach nowych. Zamieszczam zarys dziejów Kambodży od czasów angkorskich, przy czym dodaję szczyptę mniej znanych informacji, ponieważ te główne, ogólne, łatwo odnaleźć jednym kliknięciem. Czytelnik najwięcej dowie się z dobrych przewodników, filmów dokumentalnych, a świątynie Angkoru były miejscem akcji jednej z najbardziej kasowych produkcji hollywoodzkich z Angeliną Jolie w tytułowej roli poszukiwaczki przygód. Samym świątyniom i wydarzeniom z nimi związanym poświęcę więcej uwagi w przyszłości.


Warto przypomnieć, że wybudowana dziewięćset lat temu świątynia do dziś pozostaje największym obiektem sakralnym w historii ludzkości. Ilość kamienia użyta do budowy kambodżańskich świątyń kilkakrotnie przerasta ilość materiału użytego przez starożytnych Egipcjan do budowy piramid, które wzniesiono na przestrzeni tysięcy lat.


Wspomniany w pierwszej części artykułu „O Kambodży: historia, cz. 1/2” król Jayavarman II, rozpoczynając w 802 r. n.e. okres imperialny, zreformował strukturę władzy. Jego poprzednicy uznawani byli za delegatów bogów na ziemi, Jayavarman II zaś sam siebie ogłosił bogiem i tak kazał się ze sobą obchodzić. Odtąd królowie Imperium byli równi bogom, w związku z czym zwykli ludzie prawdopodobnie nie mogli z nimi obcować i mieć zwykłego kontaktu. Pewien francuski naukowiec żartobliwie skwitował doniosłość takiego rozwiązania; król-bóg mógł, w przeciwieństwie do innych bogów, wysłuchiwać ludzkich życzeń i je faktycznie spełniać. W takiej sytuacji nie była to zwykła zapomoga od władcy, a prawdziwe boskie cuda.

Posąg boga Siwy, Sziwy, Shiva w Angkor Wat, ośmioręki posąg stoi pod pomarańczowym parasolem i ubrano go w pomarańczowe szaty. W tle są kamienne ściany
Posąg boga Sziwy w Angkor Wat

Angkor Wat zbudowano za rządów króla-boga imieniem Surjavarman II (czyt. surdżałarman, panował 1113 – ok. 1150), obiekt miał się stać jego mauzoleum, pośmiertnym miejscem spoczynku. Zgodnie z tradycją obowiązującą w tamtych czasach frontową elewację z wejściem do świątyni kierowano ku wschodowi. Kierunek wschodni symbolizuje boga Sziwę. Tymczasem, wbrew obyczajom, król kazał zorientować front budowli ku zachodowi. Kierunek zachodni odwoływał się do innego, również jednego z najważniejszych bóstw hinduizmu, Wisznu. O rolach, jakie w religii i kulturze pełniły te bóstwa nie da się napisać wyczerpującego dzieła, bo też hinduizm posiada niezliczone odłamy i doktryny. W najbardziej uproszczonym ujęciu: Sziwa był bogiem stworzenia oraz zniszczenia, a Wisznu to bóstwo przywracania i zachowania harmonii.


W pewnym filmie dokumentalnym o kompleksie świątynnym skupionym wokół Angkor Wat badacze podzielili się opinią, że trudno uzasadnić poświęcenie zwykłych ludzi przy budowie tak niewiarygodnych konstrukcji jakimkolwiek innym powodem, niż służba żywemu bóstwu. Naukowcy przyznali, że powszechne było niewolnictwo, a prawo stosowane wobec niewolnych było okrutne. Prawdopodobnie w tym tkwi sekret potęgi Angkoru, to znaczy tajemnica siły roboczej, która gmach wzniosła. Chociaż nie znalazłem źródła tej informacji i może być ona zwykłą legendą, spotkałem się w Kambodży z powiedzeniem, że budowa Angkoru kosztowała tak wiele nakładów, poświęcenia, sił narodu i ludzkich istnień, że do cna wyczerpała zasoby potężnego przecież kraju, co stało się przyczyną dość szybkiego upadku Imperium.


Budowla tak nieprawdopodobnych rozmiarów musiała w swoich czasach budzić podziw i strach, była wręcz jakby spoza tego świata. Po zakończonym około 1150 roku panowaniu Surjavarmana II nadszedł krótki okres destabilizacji, w którym Angkor przejęli podobno sąsiadujący z Kambodżą Czamowie. Po trzech dekadach, w roku 1181, stolicę odzyskał nowy król, Jayavarman VII, który w międzyczasie kazał nieopodal wyznaczyć i wznieść kompleks świątyń Angkor Thom.


Jayavarman VII, ciekawa legenda


Był tym królem-bogiem Kambodży, który do dziś uważany jest za najpotężniejszego władcę khmerskiego wszech czasów. Swymi rządami umocnił tysiącletni kraj, poszerzył strefy wpływów, a swoim boskim życzeniem nakazał wznieść między innymi świątynię Ta Prohm (znaną z filmu z Angeliną Jolie), którą zadedykował swojej matce, oraz moją ukochaną Bayon Temple, zwaną potocznie Świątynią Uśmiechniętego Buddy, choć najprawdopodobniej uśmiechnięte oblicza wyrzeźbione na wieżach należą do samego króla. Świątynia Bayon nosi symbole hinduizmu i buddyzmu, inskrypcje i obrazy wykute w jej ścianach pokazują, jak kosmopolitycznym miejscem była ówczesna stolica.


Bayon Temple w Angkor Wat, twarze uśmiechniętego Buddy, czyli twarze króla Jayavarmana VII na tle nieba
Twarz Jayavarmana VII na elementach świątyni Bayon Temple

Króla Jayavarmana VII wspominam szczególnie, ponieważ jest on tak niezwykle ważny i taką dumą napawa niektórych Khmerów, że podczas mojej pierwszej wizyty w Angkorze w 2015 roku miejscowy przewodnik legitymujący się niezbędną akredytacją wprowadził nas w błąd, mówiąc że właśnie Dziajałarman namber seven zbudował świątynię Angkor. Kłamstwo przewodnika odkryłem przypadkiem, i po długim czasie!


Legenda o królu, którą z przejęciem północnokoreańskiej przewodniczki po muzeum Kim Ir-Sena opowiadał nam przewodnik, głosiła że Dziajałarman namber seven nie tylko zbudował największą świątynię na ziemi (raz jeszcze sprostowanie: to nieprawda, Angkor wybudował Surjavarman II), ale również poślubił starszą z dwóch pięknych, szlachetnie urodzonych sióstr. Królewska małżonka zmarła jednak młodo, a król nie rozpaczał długo i pojął za żonę młodszą siostrę denatki. Dziewczyna nie tylko była przepiękną, lecz jako młodsza z córek w szlachetnej rodzinie, pierwotnie przeznaczona była na służbę świątynną, nie zaś w zamążpójście.


Zanim została królewską małżonką, zdążyła odbyć podróże, otrzymała głębokie nauki duchowe i filozoficzne. Okazała się fenomenalną doradczynią króla. Przekonała go też do zarzucenia hinduizmu i oddania królewskiego serca naukom Buddy. Wedle legendy rozkwitającej w ustach ekstatycznego pana przewodnika król uległ młodej, mądrej małżonce i już niedługo rozkazał przemianę Angkor Wat w miejsce kultu buddyjskiego, do którego jeszcze przez kilkaset lat ściągali ze świata pielgrzymi. Jak wielkim obiektem kultu Buddy stała się ta budowla niech świadczy wielowiekowe przekonanie pielgrzymów, że kambodżańska świątynia, cała przecież pokryta reliefami obrazującymi mitologię i filozofię hinduizmu, była uznawana za mityczne miejsce pobytu Buddy, na którego cześć budowlę wzniesiono. Życie Buddy od powstania Angkor Wat dzieli ponad półtora tysiąca lat, ale ludzka wiara potrafi czynić cuda; a zatem — kto wie? Może tam był i chodził?


W Imperium wierzono (i może nadal tak jest) w korzyści płynące z upodobnienia się do wyższych rangą. Elity społeczne oraz niższe warstwy podążyły więc za królem i w ciągu kilku wieków Kambodża prawie zupełnie porzuciła hinduizm, by stać się krajem buddyjskim. Tym sposobem druga żona Jayavarmana VII wpłynęła na religię i potęgę największego króla (już nie boga) w historii oraz na dalsze losy swego kraju.


Drzewo rosnące na murach świątyni Ta Prohm w Angkor Wat, płaskorzeźba appsary w kamiennej ścianie
Wybudowana na polecenie Jayavarmana VII świątynia Ta Prohm, decyzją naukowców „pozostawiona dżungli na pożarcie”. Jedno z najbardziej nieprawdopodobnych miejsc kompleksu Angkor Wat

Zupełnie na marginesie: bardziej wiarygodne źródła sugerują, że Jayavarman VII poczuł się opuszczony przez bogów hinduizmu i zmienił wiarę im na przekór. Być może przyczyną tych uczuć stały się klęski poprzedzające jego panowanie.


W inskrypcjach czytamy, że król żył bardzo długo, najprawdopodobniej około stu lat (1122 - 1218). Jak świetnym i sławnym było Imperium niech świadczy fakt, że do Angkor Wat przybywały liczne poselstwa z dalekiego świata. Podobno jeszcze w szesnastym wieku trwała tam niewielka osada japońskich mnichów. Dodam tylko, że odległość między Kioto, dawną stolicą Japonii, a Angkor Wat w Kambodży, zbliżona jest do odległości między Warszawą a Dubajem, Nowosybirskiem czy Wyspami Kanaryjskimi. To jak dystans między południem Hiszpanii a północą Norwegii.


W szczytowym okresie stolica skupiona wokół Angkor Wat osiągnęła prawdopodobnie nawet milion mieszkańców. Skanowania gruntu z 2015 roku przeprowadzone przez australijskich naukowców z zastosowaniem technologii LiDAR otworzyły zupełnie nowe horyzonty w badaniach pozostałości khmerskiej infrastruktury urbanistycznej. Gęste osadnictwo rozciągać się mogło na około trzech tysiącach kilometrów kwadratowych, co przewyższa rozmiar współczesnej Moskwy. Populacja była bardzo liczna, choć rozproszona, stosowano niską zabudowę o charakterze miejsko-rolniczym.


W początkach XV w. Kambodża ulegać zaczęła napływowemu ludowi Tajów. Dla Khmerów nastały ponad trzy ciemne stulecia, podczas gdy ich sąsiedzi garściami czerpali z kultury i zdobyczy tego starożytnego narodu. Kilku władców próbowało jeszcze przywrócić hinduizm, ale ostatecznie zadominował buddyzm.


Literatura obrządków religijnych i pismo wskazują, że obydwie wielkie religie przybyły z misjonarzami ze Sri Lanki. Skrypt używany do zapisywania tekstów liturgicznych z czasem zaczął służyć do sporządzania kronik i traktatów naukowych. Khmerzy zaadaptowali pismo od sanskrytu i stworzyli wersję skryptu dla oddania specyficznej fonetyki języka khmerskiego. Pierwsze znane zabytki khmerskiego piśmiennictwa datuje się na IX w. n.e. W późniejszych stuleciach sąsiednie narody, Tajlandia i Laos, wzorując się na osiągnięciach Khmerów, rozwinęły własne skrypty dla swoich języków.

Świątynie buddyjskie w centrum Bangkoku w trakcie zachmurzonego dnia
Niektóre obiekty sakralne Tajlandii przypominają dawniejsze zabytki architektury khmerskiej. Tu: Bangkok

Upadek i ciemność


Na odległej północy mongolski chan, Kubilaj, wnuk Czyngis-chana, został władcą Chin i zaczął sukcesywną ekspansję. Pod jej wpływem liczne ludy poddawały się władzy w Pekinie bądź usuwały na dalsze terytoria. Tym sposobem na południe zepchnięci zostali protoplaści Tajów. Po ich nadejściu z północy i po obsadzeniu przez nich terenów w sąsiedztwie Imperium Angkorskiego, Khmerzy bezskutecznie próbowali utrzymać swoją pozycję. Powstałe obok tajskie (syjamskie) królestwo zyskiwało przewagę, na wschodzie w siłę rósł Wietnam. Przez długi okres w Kambodży nie doszedł do panowania taki władca, który pod naciskiem nowych sąsiadów zjednoczyłby i utrzymał niejednorodne, rozległe terytoria w ryzach.


Imperium Khmerskie upadło w 1431 roku po agresji syjamskiej (wówczas Królestwo Ayutthaya). Khmerzy nigdy nie przeżyli już wielkiego odrodzenia. Ich wewnętrzne sprawy trafiły pod kontrolę sąsiednich krajów, co doprowadziło do ekonomicznej i społecznej stagnacji, a zamiłowanie do budowania wystawnych pomników architektury zgasło. W kraju pojawiła się nowa odmiana buddyzmu. Dwór królewski od czasu do czasu przenosił się, aż wreszcie w 1511 roku do jednej ze stolic zawitali pierwsi Europejczycy z Portugalii, którzy opisali miasto jako bogate i kwitnące handlem zagranicznym. Mimo wszystko, długotrwałe konflikty z sąsiadami doprowadziły do systematycznych strat terytorialnych na rzecz wroga, a rezultaty wojen zdegradowały królów dumnego niegdyś Imperium do podrzędnej roli wasala.


Widok na Oudong, budynki w dawnej stolicy Kambodży, stupy, las, dżungla, małpy, kamienne chodniki
Wzgórza dawnej stolicy w Oudong

W ciągu tych kilku wieków pod naciskiem Królestwa Syjamu (Tajlandii) stolica Khmerów przenoszona była kilkakrotnie coraz dalej na południe. Po Angkorze stało się nią miasto Longvek, do którego dotarła kolejna tajska wyprawa wojenna. W 1618 roku, z podobnych przyczyn, stolicę przeniesiono do Oudong w pobliżu dzisiejszego Phnom Penh. Władcy urzędujący w Oudong pozostawali marionetkami w grze między Wietnamem a Syjamem o dominację nad Kambodżą. Kilka razy, na bardzo krótko, Khmerom udało się odzyskać niezależność.



Protektorat francuski i czasy postkolonialne


Zainstalowany przez Syjam na tronie Kambodży król z dynastii Norodom w 1863 roku poprosił o pomoc Francuzów kontrolujących tzw. Francuskie Indochiny. Francuzi mieli rozległe kolonie w Azji Południowo-Wschodniej, co osiągnęli głównie podstępem, korupcją i manipulacjami przy lokalnych dynastiach rządzących.


Królestwo Khmerów zostało częścią protektoratu francuskiego i było administrowane jako część Francuskich Indochin od 1867 do 1953 roku z przerwą jedynie na kilkuletnią okupację japońską w czasie II wojny światowej. Obecność francuska w kraju Khmerów obrosła w wiele kontrowersji.


Nie ma powodu taić, że wokół sporu o to czy Kambodża była kolonią, czy protektoratem, nadal kłębią się ciężkie uczucia i chęć negacji oficjalnej wersji każdej ze stron. Jedni podkreślają niedocenione wsparcie, bez którego kraj zostałby zgnieciony przez sąsiadów, zaś inni widzą wyzysk, wywiezienie narodowego dziedzictwa materialnego, przyczynienie się do brutalnego rozwarstwienia społecznego.


Niektórzy bronią opinii, że nie ma praktycznej różnicy między kolonią a protektoratem. Kolonista wchodzi bez pytania i wyzyskuje ofiarę, protektor zaś przychodzi na prośbę o ochronę przed potencjalnie jeszcze gorszym kolonistą. Rezultat jest ten sam, a jedynie środki nieco inne. W ostateczności sprowadza się to do różnicy na papierze.


Znajomi z pewnych kręgów, których reprezentowanie zobowiązuje do pozostawania w zgodzie z kanonami politycznej poprawności, prywatnie, przy lampce wina, mieli bardziej przyziemne myśli. Jak mówią — protekcja była mniejszym złem; Kambodża stała się tak słabą, iż nie mogła dłużej radzić sobie z naciskami sąsiadów. Poproszono o protekcję kolonizatora Wietnamu (Francję), aby uniknąć pogorszenia sytuacji i zajęcia kraju przez odwiecznego wroga, Syjam.


Imperium Khmerów (802 – 1432) było kontynuacją starożytnego Królestwa Funan oraz przejściowego okresu Czenla; było domem wielkich budowniczych, potężnych władców-bogów, ale zgasło nie osiągając dawnej potęgi. Francuska obecność w Kambodży przyniosła pewną korzyść; zawdzięczamy jej obszerną literaturę i dokumentację kambodżańskiego dziedzictwa. Indochiny były niezbadanym terenem, a druga połowa XIX w. okazała się okresem gorączkowych poszukiwań zaginionych cywilizacji, zabytków, kultur.


Rodzina królewska między sobą najczęściej mówi po francusku i rzadko przechodzi na mowę rodzimą. Najstarsze pokolenie Khmerów nadal potrafi mówić w języku kolonisty, jak dzieci bloku wschodniego mówią lub mówiły po rosyjsku.



Król Sihanouk Norodom koronowany został bardzo młodo, w środku II wojny światowej w 1941 roku. Francuzi przypuszczali, że młodzieniec będzie łatwą do kontrolowania marionetką. Mylili się i do 1953 roku Kambodża uzyskała całkowitą suwerenność. Aby zająć pozycję premiera kraju, król abdykował w 1955 roku. Pięć lat później, po śmierci swojego ojca, król Sihanouk wrócił na tron z tytułem książęcym, aby móc pozostać premierem. W latach sześćdziesiątych jednym z frontów zimnej wojny stał się Wietnam. W tym konflikcie Kambodża próbowała zachować neutralność, choć sam król (tzn. książę Sihanouk) raz stał na stanowisku, że nie ma nic przeciwko bombardowaniom amerykańskim na pozycje nielegalnych partyzantów wietnamskich na swoich terytoriach, jeśli nie ucierpią w tym Khmerzy, ale innym razem nazywał takie ataki działalnością kryminalną, którą natychmiast należy przerwać.


Niech za ciekawostkę posłuży interesujący fakt, że w latach sześćdziesiątych i siedemdziesiątych Kambodża była niezrównaną enklawą muzyki rozrywkowej, big bandów, a khmerski film przeżywał tzw. złotą erę. Sam król Norodom napisał kilka scenariuszy i wyreżyserował kilka filmów. Organizowano cukierkowe imprezy przypominające te z zachodniej kultury. Bawiono się, grano na zachodnich instrumentach zachodnią muzykę i pisano do niej khmerskie teksty. Chłopcy nosili się modnie, a dziewczęta chętnie skracały spódniczki, wsuwały buciki na obcasach, rezygnowały z tradycyjnego uczesania na rzecz luźnego stylu. Było to niezwykłe zjawisko kulturalne i obyczajowe w regionie południowoazjatyckim. Warto o tym wiedzieć i poszukać przed przyjazdem utworów oraz obrazów z tamtych czasów!


Pomnik króla Sihanouka Norodom w nocy oświetlony mocno światłem, na tle czarnego nieba, Independence Square Phnom Penh
Pomnik króla Sihanouka Norodom na Placu Niepodległości w Phnom Penh

Pierwsza połowa lat siedemdziesiątych rozpoczęła się konfliktem między rządem i wojskiem. Przebywający z oficjalną wizytą w Chinach król Sihanouk został podstępnie odsunięty od władzy. Pojawiały się rozmaite stronnictwa, które między sobą rywalizowały o władzę. W sytuację potajemnie próbował się wmieszać komunistyczny Wietnam Północny, który wspierał więcej niż jedną stronę konfliktu wewnętrznego w Kambodży. Król występował przeciw zbuntowanemu rządowi, swoich kilka groszy wtrącić usiłowała armia. Były również inne ugrupowania, które miały własne cele. Jedno z nich przygotowywało rewolucję i rosło w siłę w odległych zakątkach kraju. Mieli spore wsparcie komunistów z Wietnamu Północnego, Laosu, Chin i Związku Radzieckiego. Ukryci w dżungli werbowali, szkolili i indoktrynowali prostych ludzi, często nie zostawiali im wyboru. Obiecywali korzyści z przyłączenia się do rewolucji, miała to być władza, sprawiedliwość, dobrobyt. Przejmowali i kontrolowali coraz szersze terytoria, aż zepchnęli większość populacji do kilku pozostałych pod kontrolą rządu dużych miast. Zrobiło się bardzo, bardzo gorąco. Amerykańskie wsparcie militarne i cywilne przestało przybywać z Południowego Wietnamu na pięć dni przed ostateczną kapitulacją rządu.


Czerwoni Khmerzy i ludobójstwo


Lata 1975-1979 zapisały się jako jedna z najczarniejszych kart w historii ludzkości. Żyjący świadkowie tamtych zdarzeń z trudem je wspominają, lub odmawiają rozmowy. Konsekwencje ówczesnych zbrodni widoczne są po dziś dzień i można je odczuć w codziennym życiu. Nie zauważymy tego smutku, goryczy, zaglądając tu na dwa tygodnie, ale ja patrzyłem na Kambodżę przez kilka lat. Poznałem ludzi, którzy mieli siłę trochę opowiedzieć.


Spotykałem, pracowałem i rozmawiałem z ludźmi, którzy przeżyli czasy Czerwonych Khmerów. Żyją normalnie, chodzą po ulicach. Reżim rozdzielał rodziny, żeby ludzie nie mogli sobie wzajemnie ufać. Do dziś nie wiadomo kto był kim, nie rozmawia się o tym. Wolą nie pytać, nie wiedzieć. W jednej rodzinie może być ofiara oraz wielokrotny kat i morderca. Nierozpoznani oprawcy chodzą po ulicach, nawet jeśli ktoś ich zdemaskuje, dawne ofiary nadal boją się zemsty.


Cambodia Landmine Museum w pobliżu Siem Reap i Angkor Wat, Kambodża, kiosk z dużą ilością granatów ręcznych, bomb, min przeciwpiechotnych oraz pocisków wybuchowych
Muzeum Min Przeciwpiechotnych w okolicach Siem Reap

Wszyscy mieli być idealni, tacy sami, bez tożsamości, bez przeszłości, bez przyszłości. Pol Pot, lider ruchu wyzwoleńczego, sam wykształcony we Francji, zbudował aparat eksterminacji inteligencji, edukacji, wiedzy, religii i wszystkiego, co wystawało poza ciasną ramkę jego wyobrażenia idealnego państwa socjalnego. Ludność oddelegowano do przymusowej pracy na polach, część przemysłu zniszczono, a część próbowano wykorzystać. Państwo miało stać się samowystarczalne. Burzono i rozkradano starożytne zabytki, wypleniano przejawy kultury. Zamknięto szkoły, które służyły odtąd za magazyny i więzienia. Nie było pomocy medycznej, więc zwykłe skaleczenie podczas pracy w polu często kończyło się zakażeniem i śmiercią. Nie było lekarstw do leczenia uleczalnych chorób. Wydzielane przez państwo racje żywnościowe były mikroskopijne. Niszczono rosnące w naturze owoce, aby ludzie nie podjadali na boku poza wyznaczonymi przez partię racjami żywnościowymi. Przyłapanych na podjadaniu uznawano za wrogów ludu. Mogło dojść do tortur, egzekucji. Ludzie rozpoznani jako właściciele, przedsiębiorcy, nauczyciele, profesorowie, artyści i inni natychmiast byli zabijani. Tak samo traktowano noszących okulary, a nawet osoby, które „miały ręce widocznie nieskażone pracą”. Przeciwnicy systemu oraz uznani za szpiegów, jeśli ich złapano, wiedzieli że nie dożyją następnego ranka i prawdopodobnie zostaną poddani nieludzkim torturom w miejscu, z którego cały obóz będzie mógł słuchać krzyków ofiary, lub oglądać długotrwałą, średniowieczną egzekucję. Podobno decydujący się na pozostanie w Kambodży szpiedzy, reporterzy wojenni i dyplomaci zawsze mieli przy sobie kapsułkę z trucizną. Wielu zwykłych Khmerów trafiało do więzień politycznych. Miesiącami leżeli zbiorowo przykuci do podłogi, mieli zakaz rozglądania się i odzywania, od czasu do czasu polewano ich wodą. Przed przesłuchaniem robiono im zdjęcia w specjalnym pokoju, a potem torturowano do skutku (śmierci). Wielu z nich nie wiedziało nawet za co. Zdarzało się, że zindoktrynowane dzieci donosiły na rodziców, których – na oczach własnych pociech – rzucano krokodylom na pożarcie. Dzieci zresztą nie miały przypisanych rodziców, pozostawały własnością systemu. Od czasu do czasu wieczorami wyprowadzano młode kobiety i mężczyzn przed szopy, w których mieszkali. Komisarze paramilitarnej jednostki przydzielali partnerów, zawiązywali formalnie przymusowe związki małżeńskie między nimi oraz zabierali nowożeńców w ustronne miejsce, aby osobiście dopilnować zajścia stosunku płciowego. Kobiety nieraz rodziły w środku pracy na polu. Dzieci zabierano do wychowania w zbiorowych ośrodkach implantujących im rewolucję od urodzenia.


To taki mikroskopijny skrót.


Elity Czerwonych Khmerów dały władzę, kontrolę i karabiny najprostszym ludziom z dżungli. Szli, niszcząc zdobycze starożytnej tradycji wybitnej inteligencji khmerskiej. Ich wrogiem był zepsuty rojalista, intelektualista, bogacz, artysta, każdy darmozjad żerujący na społeczeństwie. Z pogardą patrzono na obcokrajowców żyjących w Kambodży od tysiącleci. Nawet miejska biedota była o kilka stopni wyżej w rozwoju społecznym niż ludzie z dżungli. Otrzymywali oni pełne prawo do zemsty na bogatych i wykształconych za swoje cierpienie i ucisk, o którym większość z nich nie miała dotąd pojęcia. Żyjąc spokojnie w odwiecznych osadach, nieświadomi byli istnienia cywilizacji. Uzbrojeni działacze rewolucji wyciągali prostych ludzi z chat, dając wybór przyłączenia się do rewolucji bądź rozstania z życiem. Teraz „nareszcie to po stronie rewolucjonistów była sprawiedliwość”. Często byli to ludzie bez edukacji, bez żadnych umiejętności i bez jakiejkolwiek znajomości świata poza własną wioską.


Nie znaczy to, że w strukturach rewolucji zabrakło intelektualistów. Niektórzy znakomicie przyjęli się w nowej sytuacji, poparli Pol Pota i cieszyli się wysokimi stanowiskami oraz przywilejami. Niektórzy z najokrutniejszych katów okazali się być nauczycielami prestiżowych szkół, wykładowcami, intelektualistami. Sam Pol Pot był nauczycielem geografii i historii w phnompeńskiej szkole średniej.


W kuluarach pewnej uroczystości międzynarodowej w Phnom Penh, gdy byliśmy już przy stoliku z lampką wina i gawędziliśmy o kulturze oraz przeszłości kraju, jeden wybitny dyplomata podzielił się zastanawiającym, jakże trafnym, ironicznym spostrzeżeniem, jakiego osoba o jego funkcji publicznej nie odważyłaby się wypowiedzieć oficjalnie.


„Wszyscy próbowali stworzyć perfekcyjnie wyrównane społeczeństwo. Wszyscy mieli tę samą księgę, a mimo to – nikomu nie udało się tak do końca. Jeśli przyjrzeć się, jak zrobił to Pol Pot, można powiedzieć, że osiągnął stan najbliższy ideału.”

Mama bliskiej mi przyjaciółki straciła dwudziestu pięciu członków rodziny, w tym męża i wszystkich pięcioro dzieci. Była wtedy kobietą w średnim wieku, nauczycielką, profesorką, szanowaną urzędniczką. Młoda dziewczyna zaciągnięta w szeregi Czerwonych Khmerów rozdzielała tłum ludzi na tych w lewo i tych w prawo. Ta ledwie dorosła dziewczyna wyszarpnęła mamę mojej przyjaciółki z motłochu, zbeształa ją przykładnie i z wrzaskiem pełnym inwektyw kopnęła w stronę drugiej grupy. Dziewczyna nie dała najmniejszego znaku, że w tłumie rozpoznała swą profesorkę. W kulturze Khmerów szacunek dla nauczyciela dorównuje szacunkowi dla rodziców i boga.


Moja przyjaciółka i jej starsza siostra urodziły się już w latach osiemdziesiątych, po ludobójstwie. Nie poznały starszego rodzeństwa ani ich ojca.


Na tym blogu postanowiłem nie pisać o Czerwonych Khmerach. Pomiędzy wierszami innych artykułów okres ich zbrodniczej władzy powróci w opowieściach, którymi podzielili się ze mną Khmerzy. Ten tu artykuł o historii Kambodży wymagał najmniejszej chociaż wzmianki o ludobójstwie, bo bez świadomości o nim nie można zrozumieć dziejów kraju. Blog mój nie ma być o tej tragedii, lecz o pięknie Kambodży, które samo w sobie bywa wielowymiarowe i wystarczająco słodko-gorzkie. O cierpieniach związanych z wojną opowiem tylko tyle, ile obraz Królestwa Khmerów wymaga, aby go zrozumieć. Są wartościowe filmy, artykuły oraz książki na ten temat. Sam nie potrafię ich do końca przejść, dlatego więcej opieram się na tym, co usłyszałem od ludzi. Jeden raz odwiedziłem z kolegą (nie poszedłbym tam sam) muzeum ludobójstwa w Phnom Penh. Byłem w Muzeum Min Przeciwpiechotnych.


Po ludobójstwie


Lata osiemdziesiąte i dziewięćdziesiąte stały się czasem odwilży, ponownych roszad i przepychanek o władzę, którą z pomocą Wietnamu osiągnął obecny premier Kambodży. W latach dziewięćdziesiątych przez pewien czas premierów było dwóch: Hun Sen i książę Ranariddth Norodom, syn króla Sihanouka Norodom, ale książę został odsunięty z funkcji. W niedawnych latach książę Ranariddh zamierzał wystartować w wyborach na premiera i osiągnął nawet pewne poparcie. W jednej z tras promujących jego kampanię wyborczą z samochodem wiozącym go wraz z małżonką czołowo zderzyła się ciężarówka. Kierowcę pojazdu ciężarowego niebawem oczyszczono z podejrzeń i puszczono wolno. Książę w bardzo ciężkim stanie zabrany został na leczenie do Tajlandii, jego małżonka zaś zmarła w wyniku odniesionych obrażeń krótko po wypadku. Samochód, którym jechała książęca para, eskortowany był przez kolumnę pojazdów. Nie znam regulacji bezpieczeństwa transportu VIP-ów w Kambodży, ale np. w Europie kolumna pojazdów formowana jest po to, aby samochód ochrony przyjął uderzenie w razie ataku na pojazd chroniony.


Wiele kontyngentów militarnych przebywało jeszcze w Kambodży do kilkunastu lat temu, próbując zaprowadzić porządek i pokój. Organizacje międzynarodowe niosły pomoc humanitarną oraz wojskową, ponieważ niedobitki partyzantów Pol Pota długo ukrywały się i atakowały z dżungli. Pol Pot zmarł w areszcie domowym, nieosądzony i nierozliczony, w kwietniu 1998 roku. Pod koniec tego samego roku pozostali liderzy Czerwonych Khmerów przeprosili za swoje zbrodnie. Poukrywani w dżungli i górach, ostatecznie złożyli broń do końca 1999 roku. Niektórzy zbrodniarze odnalezieni zostali w odległych lokalizacjach pod przybranymi nazwiskami wiele lat po swoich zbrodniach. Jeden z nich, największy kat Kambodży, towarzysz Duch (czyt. dujć), nawrócił się na chrześcijaństwo i został świeckim pastorem.


Stworzono międzynarodowy trybunał sprawiedliwości, aby rozliczyć zbrodniarzy. Udało się to w znikomym stopniu. Wielu ludobójców dożyło starości i zmarło z przyczyn naturalnych w oczekiwaniu na proces lub w jego trakcie.



Kambodża jest dzisiaj bardzo spokojnym krajem, w którym ludzie zdają się być bardzo łagodni i chętnie się uśmiechają.


Symbolizm


Oficjalna flaga Kambodży, poziomy czerwony pas na niebieskim tle z ryciną Angkor Wat
Flaga Kambodży, źródło: Flag Lane

Spojrzenie na monumentalny Angkor Wat zapewni przeżycie każdemu gościowi w tych stronach. Wyobrażam sobie, że gdyby na największą świątynię świata spojrzeć khmerskimi oczami i wkraść się temu komuś do serca, poczulibyśmy zachwyt i melancholię. Potęga kamiennych budowli, świadectwo jednego z najwyższych wzlotów kultury i sztuki w historii ludzkości, jest wszak po tysiącu lat nadal niemal nadmierna, przytłaczająca. Upadły kraj dźwigający się dziś z kolan ma w dorobku historycznym pomnik potęgi, z jaką niemal nie da się konkurować. Kształt Angkor Wat, nawet zarysowany jedną kreską, jest tak ikoniczny, że Khmerzy obrali go za symbol swej tożsamości. Ta budowla i jej okolice przypominają o najwyższym i najświetniejszym okresie cywilizacji, która w ciągu tysiąca lat od pojawienia się na kartach historii osiągnęła niedościgłą potęgę, choć z czasem swą wielkość utraciła.


W 1585 roku Angkor Wat odwiedził portugalski zakonnik, Antonio de Madalena. Napisał potem o świątyni:


„Ma tak niezwykłą konstrukcję, że nie da się jej opisać piórem, zwłaszcza że nie przypomina żadnej innej budowli na świecie. Ma wieże i dekoracje oraz wszelkie wyrafinowanie, jakie ludzki geniusz może sobie wyobrazić.”

Pięć wież Angkor Wat w Kambodży, zachodnia strona świątyni z palmami na żółtym edytowanym filtrem tle
Ikoniczna linia Angkor Wat

Trzy „ciemne” wieki później, w 1860 roku, świątynię dla Zachodu odkrył ponownie francuski podróżnik i naturalista Henri Mouhot. Spójrzmy jego oczami, jak bardzo w tym czasie zmieniła się Kambodża:


„Jedna z tych świątyń, rywalizująca ze świątynią Salomona, wzniesiona przez jakiegoś starożytnego Michała Anioła, mogłaby zająć honorowe miejsce obok naszych najpiękniejszych budowli. Jest wspanialsza niż wszystko, co pozostawiła nam Grecja czy Rzym i stanowi smutny kontrast ze stanem barbarzyństwa, w którym pogrążony jest teraz naród.”

Kambodża dzisiaj


Królestwo Khmerów jest biednym, a jednak jednym z najszybciej rozwijających się krajów na świecie. Przyjeżdżając co kilka miesięcy do Phnom Penh miewam problemy z rozpoznaniem znanych mi od dawna miejsc. Budynki, ulice, firmy, sklepy, krajobraz, zmieniają się tak prędko, że trudno nadążyć za przeobrażeniami. Co było wczoraj, znika dziś w oczach, a jutro w tym miejscu powstanie coś zupełnie nowego. Nikt nie ma tu lekko. Miasto rozwija się w sposób – jak dla mnie – mało cywilizowany, niepodobnie do naszych norm zachodnich. Ma to swój ludowy urok, nutkę absurdu, pierwiastek folkloru. Społeczność miejska działa, jak tętniąca życiem dżungla, oddychająca rytmem nocy i dni. Są dzielnice bogactwa i biedy, ambasad i restauracji, urzędów i sklepów, szkół i uniwersytetów; są też rynki, zaułki zabawy i rozpusty, brak chodników, kurz i tropikalna spiekota. Wszędzie na klientów polują tuk-tuki i drobni sprzedawcy. Są pagody, do których ściągają wierni oraz ceremonie rodzinne, przez które na czas uroczystości i zabaw – namiotem ceremonialnym blokowana jest cała ulica, jakby ludzie nie musieli nią jechać do domów i pracy.


Pałac Królewski w Phnom Penh przy Riverside, złoty pałac mocno oświetlony na tle czarnego nieba w nocy, ludzie siedzą wokół pałacu
Pałac Królewski w Phnom Penh

Wciąż cichą i dziewiczą wydaje się wieś, a im dalej w głąb kraju, tym spokojniej odbywa się życie pełne lokalnych, nieskażonych cywilizacją oraz Zachodem, obyczajów i kultury.


Starszy Khmer opowiedział mi, że w latach osiemdziesiątych widok samochodu w Phnom Penh był rzadkością. Zaprzyjaźnione małżeństwo pracuje w międzynarodowej szkole od ponad dekady; pokazali mi wykonane przed 2010 rokiem fotografie centralnych arterii stolicy w środku dnia, świeciły pustkami. Obecnie miasto w godzinach szczytu jest całkowicie zakorkowane samochodami, godziny szczytu systematycznie się wydłużają, a w rejonach centralnych korki zdarzają się późnym wieczorem i w nocy.


Nie będę w tym miejscu opisywał współczesnej Kambodży. Cały ten blog o niej opowiada! Kambodża dźwiga się z kolan i przeobraża w ekspresowym tempie. Za dekadę będzie to już całkowicie nowy kraj i jeśli ktoś chciałby zobaczyć jeszcze piękno tradycyjnego świata Khmerów, powinien się pospieszyć.

33 wyświetlenia0 komentarz
  • Facebook - Grey Koło
  • Instagram - Grey Koło
  • YouTube - Szary Koło
Przeczytaj również: