• Mister Marcin

Historia Kambodży | 2

Zaktualizowano: 25 mar


Od potęgi Imperium Khmerskiego

do upadku


Jeśli nie czytałaś/eś pierwszej części artykułu, możesz od niej zacząć.

Kliknij link: Od prehistorii do Imperium Khmerskiego



Pierwsza część w skrócie

„Od prehistorii do Imperium Khmerskiego”


W pierwszej części historii Kambodży opowiadam o jej prehistorii, systemie społecznym i religijnym panującym przez półtora tysiąca lat, o pierwszym odnotowanym w kronikach królestwie protokhmerskim, Funan, oraz o okresie przejściowym, Czenla, po którym nastąpił nieprawdopodobny rozkwit cywilizacji Khmerów. Ten artykuł zaczynam od okresu największej potęgi ich imperium.


 

Angkor Wat


Bayon Temple w Angkor Thom, Angkor Wat. Twarze uśmiechniętego Buddy na wieżach świątyni Bayon
Moja ulubiona, tzw. „świątynia uśmiechniętego Buddy”. Bayon Temple

Napisano dotąd tak wiele o Angkor Wat i Imperium Khmerów, że w pierwszej chwili poświęcanie im dodatkowego miejsca wydało mi się niemal zbędnym. Nie można jednak zrozumieć Kambodży bez tej wzniosłej części jej historii i bez wiedzy o dziejach nowych. W pierwszej części tego artykułu wyjaśniłem, dlaczego piszę o khmerskiej historii. Uznałem, że skoro...


opowiadam swoim ludziom o nie swoim kraju,

warto przybliżyć dzieje obcego nam zakątka świata, gdzie królestwo pra-khmerskie świetnie prosperowało już w czasach Kleopatry i Imperium Rzymskiego. Kiedy słynna egipska królowa i państwo rzymskie dawno przeminęły, naród khmerski trwa, zachowując ciągłość historyczną! W tej części „Historii Kambodży” szkicuję jej kontur od epoki angkorskiej do współczesności i dokładam szczyptę nie tak powszechnie znanych informacji.


Gdyby Czytelnik zapragnął zgłębić historię Królestwa Khmerów, na dobry początek najwięcej dowie się z dobrych przewodników i filmów dokumentalnych. Świątynie Angkoru stały się miejscem akcji jednej z najbardziej kasowych produkcji hollywoodzkich z Angeliną Jolie w tytułowej roli poszukiwaczki przygód. Pod wielkim wrażeniem Kambodży aktorka została ambasadorką pomocy dla kraju rozdartego niedawną wojną domową i ludobójstwem.


Warto przypomnieć, że wybudowana dziewięćset lat temu świątynia do dziś pozostaje największym obiektem sakralnym w historii ludzkości. Ilość kamienia użyta do budowy kambodżańskich świątyń kilkakrotnie przewyższa ilość materiału użytego przez starożytnych Egipcjan do budowy piramid.


Wspomniany w pierwszej części artykułu „Historia Kambodży 1” król Jayavarman II (czyt. dżajałarman) w 802 r. n.e. proklamował Imperium Khmerskie i zreformował strukturę władzy. Poprzedzający go królowie uznawani byli za delegatów bogów na ziemi, Jayavarman II zaś ogłosił się bogiem i tak kazał się ze sobą obchodzić. Odtąd władcy Imperium byli równi bogom, w związku z czym prawdopodobnie zwykli ludzie nie mogli z nimi obcować i mieć zwykłego kontaktu. Pewien naukowiec żartobliwie skwitował doniosłość takiego porządku. W przeciwieństwie do innych bogów, król-bóg mógł wysłuchiwać ludzkich życzeń i autentycznie je spełniać. Tym samym nie była to zwykła zapomoga od władcy a prawdziwe, boskie cuda poświadczone przez naocznych świadków.


Posąg boga Siwy, Sziwy, Shiva w Angkor Wat, ośmioręki posąg stoi pod pomarańczowym parasolem i ubrano go w pomarańczowe szaty. W tle są kamienne ściany
Posąg boga Sziwy w Angkor Wat

Angkor Wat zbudowano za rządów króla-boga imieniem Suryavarman II (czyt. surjałarman, panował od 1113 do ok. 1150). Obiekt miał się stać jego mauzoleum, pośmiertnym miejscem spoczynku. Nazwa świątyni oznacza miasto świątyń bądź stolica świątynna. Angkor Wat zaplanowano i wzniesiono wbrew obowiązującym normom oraz tradycji. Front świątyni zwyczajowo orientowano po stronie wschodniej, tymczasem król-bóg kazał skierować fasadę Angkoru ku zachodowi. Może to mieć znaczenie religijne, kierunki świata symbolizują bogów: wschodni Sziwę, zachodni zaś Wisznu. Uczeni nie mają pewności, dlaczego władca faworyzował kult tego drugiego na swoim dworze tym bardziej, że poprzedni władcy kładli nacisk na tradycję sziwaistyczną. O rolach, jakie w religii i kulturze pełniły te bóstwa nie da się napisać wyczerpującego dzieła, bo też hinduizm posiada niezliczone odłamy i doktryny. Ujmując rzecz najprościej, Sziwa był bogiem stworzenia oraz zniszczenia, czyli alegorią zmiany, a Wisznu to bóstwo przywracania i harmonii, czyli metafora zachowania porządku. Role bogów są oczywiście znacznie bardziej złożone, lecz nie jest to przedmiotem tego artykułu.


W jednym z filmów dokumentalnych o dawnej aglomeracji skupionej wokół kompleksu świątynnego archeolodzy podzielili się refleksją, że nadludzkie poświęcenie budowniczych Angkor Wat trudno wytłumaczyć czym innym niż służbą żywemu bóstwu. Powszechne było niewolnictwo, a wobec niewolnych stosowano okrutne prawo. Sekret wielkości Angkoru najprawdopodobniej tkwi w sile roboczej, która wzniosła gmach i rozległy kompleks otaczający świątynię. Chociaż nie znalazłem źródła tej informacji i może być ona legendą, słyszałem nieraz powiedzenie, że budowa Angkoru kosztowała tak wiele poświęcenia, sił, zasobów naturalnych i ludzkich istnień, że do cna wycieńczyła ludność potężnego przecież kraju, co stało się przyczyną dość szybkiego upadku Imperium. Monumentalność świątyni skłania do zastanowienia nad sensownością tak wyczerpującej inwestycji, która zdaje się obnażać niezwykłą nonszalancję, a nawet pychę władców.


Nieprawdopodobne rozmiary budowli musiały w swoich czasach budzić podziw i strach. Po śmierci Suryavarmana II (ok. 1150) nadszedł krótki okres destabilizacji. Doszło do nieprawej sukcesji, a potem do uzurpacji władzy. Brak stabilizacji skrzętnie wykorzystali sąsiadujący z Khmerami Czamowie, którzy w pewnym sensie zdradzili sojusz z Kambodżą, zawierając rozejm z ich wspólnym dotąd wrogiem, Wietnamem, a pod koniec lat 1170-tych napadli, zdobyli i przez kilka lat okupowali Angkor Wat. Dopiero w roku 1181, nowy król Khmerów, Jayavarman VII, odzyskał stolicę. Zanim to jednak nastąpiło zdążył on wyznaczyć i wznieść jeden z najznakomitszych zabytków światowego dziedzictwa kultury, kompleks świątyń Angkor Thom.


 

Jayavarman VII

Fakty i ciekawa legenda


Król Jayavarman VII
Jayavarman VII, fot. Suzan Black, CC BY 3.0, via Wikimedia Commons

Był najwybitniejszym królem-bogiem Kambodży i słusznie uważa się go za najpotężniejszego khmerskiego władcę wszech czasów. Jego królewskie imię można przetłumaczyć jako ten, który zwycięsko osłania/ochrania lub zwycięski władca. Spotkałem kilkoro Khmerów, którzy, zagadnięci o historię, wpadli w ekstatyczny szał, wymieniając zalety i osiągnięcia króla dla starożytnego narodu. Części tych rzekomych dokonań nigdy nie odnalazłem w żadnych źródłach, co daje mi obraz bezkrytycznej zapewne gloryfikacji słynnego władcy; czy jednak nie robią tak wszelkie narody?


Jayavarman VII rozpoczął panowanie pokonaniem Czamów, odzyskując straconą na ich rzecz stolicę, zdecydowanie umocnił tysiącletni kraj, poszerzył terytorium i strefy wpływów, wybudował liczne szpitale, wyznaczył tysiące kilometrów dróg i wzniósł wzdłuż nich niezliczoną ilość oddalonych od siebie o dzień wędrówki przystani, aby pielgrzymi z całego imperium mogli ściągać do przepotężnej stolicy; dziedziny światła nauki, myśli, największych budowli świata, ludzi-bogów, postrachu innych potęg. Khmerska stolica była jednym z kosmopolitycznych centrów Azji Południowo-Wschodniej, epicentrum zmian politycznych w regionie Półwyspu Indochińskiego i celem religijnych pielgrzymek. Gościła zagraniczne poselstwa, a nawet osady mnichów z regionów oddalonych o wiele tysięcy kilometrów. Przypuszcza się, że ówczesne miasto było największą aglomeracją na Ziemi i rozciągało się na połaciach ustępujących powierzchnią jedynie największym XXI-wiecznym metropoliom. W tym samym czasie wielki dzisiaj Londyn pozostawał kilkanaście (a może kilkadziesiąt!) razy mniejszą osadą, miasteczkiem z około trzydziestoma tysiącami mieszkańców.



Zanim Jayavarman VII odzyskał dla Khmerów Angkor Wat, boskim życzeniem nakazał wznieść między innymi dedykowaną swojej matce świątynię Ta Prohm (pokaz slajdów powyżej), oraz moją ukochaną Bayon Temple, potocznie zwaną Świątynią Uśmiechniętego Buddy. Uśmiechające się oblicza wyrzeźbione na wieżach świątyni najprawdopodobniej należą do samego króla, lecz pamięć o tym zatarł czas i dopiero w ostatnim stuleciu dotarto do przesłanek, że w istocie są to oblicza królewskie. Młody dyplomata chiński, który w czasach Jayavarmana VII spędził prawie rok w khmerskiej stolicy pisał, że wieże głównych świątyń pokryte były czystym złotem.


Świątynia Bayon, podobnie, jak Angkor Wat i wiele innych, nosi bogatą symbolikę hinduizmu i buddyzmu. Nie wszyscy władcy Imperium Khmerskiego byli hinduistami. Niektórzy oddawali się naukom Buddy, dlatego wielokrotnie przebudowywano i tym sposobem przekonwertowywano całe świątynie lub ich kompleksy na tę religię, której wyznawca akurat przebywał u sterów państwa. Mimo wszystko dwie religie, z wyjątkiem panowania kilku wyjątkowo zdewociałych władców, współistniały pokojowo z aprobatą społeczeństwa i arystokracji. Inskrypcje i sceny wykute w kamiennych ścianach świątyni Bayon oraz Angkor Wat dowodzą, jak kosmopolitycznym i bogatym kulturowo miejscem była ówczesna stolica.


Bayon Temple w Angkor Wat, twarze uśmiechniętego Buddy, czyli twarze króla Jayavarmana VII na tle nieba
Twarz Jayavarmana VII na elementach świątyni Bayon Temple

Jednym z moich szczególnych wspomnień jest legenda odnosząca się do króla-boga Jayavarmana VII. Król pozostaje najistotniejszą postacią historyczną i napawa niektórych Khmerów taką dumą, że podczas mojej pierwszej wizyty w Angkorze w 2015 roku miejscowy przewodnik, umundurowany i legitymujący się urzędową akredytacją departamentu turystyki, wprowadził nas w błąd, powtarzając wielokrotnie w ekstazie, że właśnie Dziajałarman namber sewen zbudował świątynię Angkor Wat. Przekonany o oczywistej prawdomówności akredytowanego przewodnika nigdy sam nie sprawdziłem tej informacji, więc jakiś czas później doznałem ogromnego wstydu, gdy usiłowałem wyperswadować pewnemu uczonemu Khmerowi błędną wersję historii Kambodży.


Angkorski przewodnik opowiadał nam legendę królewską z przejęciem północnokoreańskiej przewodniczki po muzeum Kim Ir-Sena. Khmer twierdził też jakoby Dziajałarman namber sewen został cudownie nawrócony na buddyzm przez swą małżonkę i dzięki temu odnosił spektakularne sukcesy w działaniach wojennych oraz pokojowych, a Kambodża stała się posłannikiem nauk Buddy.


Znane fakty są takie, że Jayavarman VII poślubił godną swojej pozycji, szlachetnie urodzoną kobietę. Nosiła ona wybrane z rozmachem imię Jayarajadevi (czyt. dżaja-radża-dełi, w wolnym tłum. zwycięska królowa-bogini). Królewska małżonka zmarła jednak młodo, król-bóg zaś nie rozpaczał długo i pojął za żonę młodszą siostrę denatki, nazwaną Indradevi (czyt. indradełi, tłum. święta niczym [bóg] Indra). Dziewczyna nie tylko była przepiękną, lecz jako młodsza z córek w szlachetnej rodzinie, pierwotnie przeznaczona była na prestiżową i dochodową wówczas służbę świątynną, nie zaś w zamążpójście, choć jedno nie musiało drugiemu stać przeszkodą.


Zanim Indradevi została królewską małżonką, zdążyła odbyć podróże, otrzymała nauki duchowe i filozoficzne. Podobnie do starszej siostry, okazała się fenomenalną doradczynią króla. Wedle legendy rozkwitającej w ustach ekstatycznego pana przewodnika król uległ młodej, roztropnej małżonce, pod której rzekomym wpływem zarzucił hinduizm, a swe serce oddał naukom Buddy. Niedługo później rozkazał przebudowę hinduistycznej świątyni Angkor Wat w miejsce kultu buddyjskiego.


Faktem jest, że Jayavarman VII zmienił wyznanie na buddyzm, ale raczej z innych pobudek. Król przebudował Angkor Wat, mauzoleum swego przodka, na sanktuarium buddyjskie. Jego dwie mądre małżonki mogły królewską konwersję jedynie nieco ułatwić. Obydwie kobiety używały władzy królewskiej na rzecz swojego ludu, wyrzekły się bogactw, gromadziły wiedzę i, jako profesorki i mistrzynie, osobiście uczestniczyły w nauczaniu dziewcząt oraz młodych kobiet. Dwie siostry uznawane są za orędowniczki edukacji, kultury, sztuki, opieki społecznej i pokoju w Kambodży. Razem ze swoim mężem pamiętane dziś są jako bohaterki narodowe.


Po Jayavarmanie VII i jego małżonkach następni hinduistyczni i buddyjscy królowie kilkakrotnie przebudowywali Angkor Wat, zmieniając panującą w nim religię, zaś sława świątyni obiegła daleki świat. Z jakichś przyczyn zaczęto wierzyć, że budowlę wzniesiono na cześć Buddy, który rzekomo przebywał tu za życia i nauczał. Angkor stał się tak potężnym centrum kultu buddyjskiego, że przez kilka stuleci pielgrzymowali do niego buddyści z odległych stron świata, choć przecież cały obiekt pokryty jest reliefami obrazującymi mitologię i filozofię hinduizmu. Życie, oświecenie i śmierć Buddy poprzedzają budowę Angkor Wat o ponad półtora tysiąca lat, ale ludzka wiara potrafi czynić cuda; a zatem – kto wie? Może Nauczyciel tam był i chodził?


W Imperium wierzono (i może nadal tak jest) w korzyści płynące z upodobnienia się do wyższych rangą. Elity społeczne oraz niższe warstwy podążyły więc za królem i w ciągu kilku wieków Kambodża prawie zupełnie porzuciła hinduizm, by stać się krajem buddyjskim. Tym sposobem dwie małżonki Jayavarmana VII wpłynęły na religię i potęgę największego króla (już nie boga) w historii oraz na dalsze losy swego kraju.


Prawdziwy budowniczy Angkor Wat, król Suryavarman II, prawdopodobnie zginął w czasie wojny z Królestwem Czampy między 1145 a 1150 rokiem. Tron po nim na około dekadę (ok. 1150 – 1160) zajął jego kuzyn, Dharanindravarman II, czyli ojciec Jayavarmana VII. Niestety zanim najpotężniejszy król Kambodży zasiadł na boskim tronie swego ojca i stryjecznego dziadka, przez z górą dwadzieścia lat zajmowało go kilku innych władców, a ostatni z nich, mandaryński uzurpator, stracił stolicę w walce z Czamami. Tutaj dochodzimy to najprawdopodobniejszej przyczyny konwersji naszego wielkiego króla na buddyzm.


Najbardziej wiarygodne źródła wskazują, że Jayavarman VII poczuł się zdradzony przez dwór królewski po śmierci swojego ojca. Istotną przyczyną zwątpienia w wiarę mogły stać się trwające ponad dwadzieścia lat klęski poprzedzające odzyskanie stolicy i władzy królewskiej. Opuszczony w swoim mniemaniu przez bogów hinduizmu, przyszły najpotężniejszy suweren Imperium Khmerskiego zmienił wiarę na przekór indyjskim bogom.


W inskrypcjach czytamy, że król odzyskał tron dla swojej dynastii około 1181 roku, pod koniec szóstej dekady życia. W XII wieku można było go uznać za starca. Król żył bardzo długo, około stu lat (prawdopodobnie od 1122 do 1218), dlatego panował przez niemal cztery dziesięciolecia i świetnie wykorzystał ten czas. Wkrótce po jego śmierci w Kambodży niepostrzeżenie zaczął postępować regres kulturalny, społeczny i ekonomiczny. Nie omieszkali tego wykorzystać sąsiedzi, którzy przyczynili się do zmarginalizowania Khmerów, a potem podporządkowania ich sobie.


Jak świetnym i sławnym było Imperium niech świadczy fakt, że podobno jeszcze w XVI w. przy Angkor Wat trwała niewielka osada japońskich mnichów. Dodam tylko, że odległość między Kioto, dawną stolicą Japonii, a Angkor Wat w Kambodży, zbliżona jest do odległości między południem Hiszpanii a północnymi rubieżami Norwegii.


W szczytowym okresie stolica skupiona wokół Angkor Wat mogła być zamieszkiwana nawet przez milion mieszkańców. Skanowania gruntu z 2015 roku przeprowadzone przez australijskich naukowców z zastosowaniem przebijającej wszelką organiczną tkankę technologii LiDAR otworzyły zupełnie nowe horyzonty w badaniach khmerskiej infrastruktury urbanistycznej. Gęste osadnictwo rozciągać się mogło na około trzech tysiącach kilometrów kwadratowych, co przewyższa rozmiary niejednej z największych obecnie stolic świata. Populacja była bardzo liczna, choć rozproszona, stosowano niską zabudowę o charakterze miejsko-rolniczym.


W początkach XV w. Kambodża ulegać zaczęła napływowemu ludowi Tajów. Dla Khmerów nastały ponad trzy ciemne stulecia, podczas gdy ich sąsiedzi garściami czerpali z kultury i zdobyczy tego starożytnego narodu. Kilku władców próbowało jeszcze przywrócić hinduizm, ale ostatecznie zadominował buddyzm theravada.


Literatura obrządków religijnych i pismo wskazują, że obydwie wielkie religie przybyły z misjonarzami ze Sri Lanki. System piśmienniczy używany do zapisywania tekstów liturgicznych z czasem zaczął służyć do sporządzania kronik i traktatów naukowych. Khmerzy zaadaptowali pismo od sanskrytu i stworzyli jego własną wersję dla oddania specyficznej fonetyki języka khmerskiego. Pierwsze znane zabytki khmerskiego piśmiennictwa datuje się na IX w. n.e. W późniejszych stuleciach sąsiednie narody, Tajlandia i Laos, wzorując się na osiągnięciach Khmerów, rozwinęły własne skrypty.


Świątynie buddyjskie w centrum Bangkoku w trakcie zachmurzonego dnia
Niektóre obiekty sakralne Tajlandii przypominają dawniejsze zabytki architektury khmerskiej. Tu: Bangkok

 

Upadek i ciemność


Na odległej północy mongolski chan, Kubilaj (1215 – 1294), wnuk Czyngis-chana, został władcą Chin i kontynuował ekspansję rozpoczętą przez swoich przodków. Pod jej wpływem liczne ludy poddawały się władzy w Pekinie bądź usuwały na dalsze terytoria. Tym sposobem na południe zepchnięci zostali protoplaści Tajów. Po ich nadejściu z północy i po obsadzeniu przez nich terenów w sąsiedztwie Imperium Angkorskiego, Khmerzy bezskutecznie próbowali odeprzeć ich napór. Powstałe obok tajskie (syjamskie) królestwo zyskiwało przewagę. Na wschodzie w siłę rósł Wietnam. Przez długi okres w Imperium Khmerów nie doszedł do panowania taki władca, który zjednoczyłby i utrzymał rozległe, niejednorodne terytoria w ryzach.


Imperium Khmerskie upadło w 1431 roku po agresji syjamskiej (wówczas Królestwo Ayutthaya). Khmerzy nigdy nie przeżyli już wielkiego odrodzenia. Ich wewnętrzne sprawy trafiły pod kontrolę sąsiednich krajów, co doprowadziło do ekonomicznej i społecznej stagnacji, a zamiłowanie do wznoszenia wystawnych pomników architektury zgasło. W kraju pojawiła się nowa odmiana buddyzmu. Dwór królewski od czasu do czasu przenosił się, aż wreszcie w 1511 roku do jednej ze stolic zawitali pierwsi Europejczycy z Portugalii, którzy opisali miasto jako bogate i kwitnące handlem zagranicznym. Mimo wszystko, długotrwałe konflikty z sąsiadami doprowadziły do systematycznych strat terytorialnych na rzecz wroga, a rezultaty wojen zdegradowały królów dumnego niegdyś Imperium do podrzędnej roli wasala.


Widok na Oudong, budynki w dawnej stolicy Kambodży, stupy, las, dżungla, małpy, kamienne chodniki
Wzgórza dawnej stolicy w Oudong

W ciągu tych kilku wieków pod naciskiem Królestwa Syjamu (Tajlandii) stolica Khmerów przenoszona była kilkakrotnie coraz dalej na południe. Po Angkorze stało się nią miasto Longvek, do którego dotarła kolejna tajska wyprawa wojenna. W 1618 roku, z podobnych przyczyn, stolicę przeniesiono do Oudong w pobliżu dzisiejszego Phnom Penh. Władcy urzędujący w Oudong pozostawali marionetkami w grze między Wietnamem a Syjamem o dominację nad Kambodżą. Kilka razy, na bardzo krótko, Khmerom udało się odzyskać niezależność. Uwagę zaś przykuwa smutny fakt, że dla Khmerów nastały stulecia prywaty, korupcji, ciemności i niepokoju.


Czasami mówi się o Angkor Wat jako o zaginionym mieście, które odkryto przypadkiem. Nie jest to prawdą. Khmerzy nigdy nie stracili świątyń z oczu, a odwiedzali je różni zachodni podróżnicy, którzy jednak z jakichś przyczyn nie uczynili ze znaleziska wielkiej sensacji.


Kiedy w latach 60. XIX w. Angkor Wat dla cywilizacji Zachodu rzekomo odkrył francuski podróżnik i naukowiec, Henri Mouhot, świątynia zarośnięta była dżunglą, wokół niej zaś rezydowała garstka mnichów i chłopów. Nikt z rezydentów świątyni i jej okolic nie pamiętał już, skąd i z jakiego powodu świątynia się tam wzięła, kim byli jej budowniczy ani jak dawno powstała. Sądzono, że zbudował ją w jeden dzień jakiś heros czy bóg, a nawet przypuszczano, że świątynia sama spontanicznie się zbudowała.


To dobry moment na refleksję o tym, do czego prowadzi cofnięcie kulturowe i jak zatrważającym jest, gdy człowiek próbuje wyjaśnić niezrozumiałe dla siebie fakty. Angkor Wat wznieśli przecież zwykli ludzie w zaledwie kilka dekad. W tym samym czasie w Europie stawianie pojedynczych zamczysk i katedr trwało nieraz ponad sto lat. W istocie Mouhot nie odkrył Angkor Wat, lecz przyczynił się do jego popularyzacji na Zachodzie. Już pierwsi badacze europejscy w drugiej połowie XIX w. wysnuli przypuszczenie, że obiekt tak niezrównanych rozmiarów musiał być otoczony niesłychanie rozległym miastem. Dopiero na początku XXI w. miało się okazać, że stolica uczonych francuskich, XIX-wieczny Paryż, nie dorównywała jeszcze wielkością khmerskiej metropolii sprzed siedmiuset lat.


 

Protektorat francuski


Zainstalowany przez Syjam na tronie Kambodży król z dynastii Norodom w 1863 roku poprosił o pomoc Francuzów kontrolujących tzw. Francuskie Indochiny. Francuzi mieli rozległe kolonie w Azji Południowo-Wschodniej, co osiągnęli głównie podstępem, korupcją i manipulacjami przy lokalnych dynastiach rządzących.


Królestwo Khmerów zostało częścią protektoratu francuskiego i było administrowane jako część Francuskich Indochin od 1867 do 1953 roku z przerwą jedynie na kilkuletnią okupację japońską w czasie II wojny światowej. Obecność francuska w kraju Khmerów obrosła w wiele kontrowersji.


Nie ma powodu taić, że wciąż trwa spór o to, czy Kambodża była kolonią, czy protektoratem francuskim. Wokół zagadnienia kłębią się ciężkie uczucia i próby negacji oficjalnej wersji przeciwnika. Strona francuska lubi akcentować niedocenione wsparcie, bez którego kraj Khmerów zostałby zgnieciony przez sąsiadów. Khmerzy zaś widzą wyzysk, wywiezienie dziedzictwa materialnego, a także przyczynienie się do brutalnego rozwarstwienia społecznego.


Wielu Khmerów przekonywało mnie, że choć formalnie kraj ich stał się protektoratem, w rzeczywistości był przez Francuzów wyzyskiwany niczym kolonie. Po francuskiej myśli zaś należałoby uznać, że kolonizator wchodzi na okupowane terytorium bez pytania, Kambodża zaś sama wystąpiła z prośbą o protekcję przed innym potencjalnym kolonizatorem. Khmerzy znów chcą to widzieć tak, że rezultat jest ten sam, a jedynie środki nieco odmienne i w ostateczności sprawa sprowadza się do różnicy na papierze.


Znajomi z pewnych kręgów, których reprezentowanie zobowiązuje do pozostawania w zgodzie z kanonami politycznej poprawności, prywatnie, przy lampce wina, mieli bardziej przyziemne refleksje. Jak mówią – protekcja była mniejszym złem. Kambodża stała się tak słabą, iż nie mogła dłużej radzić sobie z naciskami sąsiadów. Poproszono o protekcję kolonizatora Wietnamu (Francję), aby uniknąć pogorszenia sytuacji i zajęcia kraju przez odwiecznego wroga, Syjam.


Imperium Khmerów (802 – 1432) było kontynuacją starożytnego Królestwa Funan oraz przejściowego okresu Czenla; było domem wielkich budowniczych, potężnych władców-bogów, ale zgasło nie osiągając dawnej potęgi. Francuskiej obecności w Kambodży należy oddać pewną zasługę, którą jest obszerna literatura oraz dokumentacja kambodżańskiego dziedzictwa, a także rozpoczęcie rekonstrukcji całkowicie niemal zdewastowanych przez żarłoczną, tropikalną naturę zabytków potęgi Imperium Khmerskiego. Indochiny były niezbadanym terenem, a druga połowa XIX w. okazała się okresem gorączkowych poszukiwań zaginionych cywilizacji, kultur i zabytków. Kambodża zaś zapewniała nieprawdopodobną ilość obiektów, artefaktów i znalezisk, które dopiero odsłoniły zapomnianą przez wieki historię.


Współczesna rodzina królewska między sobą najczęściej mówi po francusku i rzadko przechodzi na mowę rodzimą. W czasach Czerwonych Khmerów część rozgałęzionej rodziny znalazła schronienie właśnie we Francji. Najstarsze pokolenie Khmerów nadal potrafi mówić w języku kolonisty (protektora), jak dzieci bloku wschodniego mówią lub mówiły po rosyjsku.


 

Czasy postkolonialne


Król Sihanouk Norodom koronowany został bardzo młodo, w środku II wojny światowej w maju 1941 roku. Władze Francji przypuszczały, że młodzieniec będzie łatwą do kontrolowania marionetką. Mylili się. Do 1953 roku Kambodża uzyskała pełną niepodległość, stając się monarchią konstytucyjną. Król abdykował w 1955 roku, aby wstąpić na stanowisko realnego szefa rządu, czyli premiera; jednocześnie na tronie królewskim zainstalował swojego ojca, Norodom Suramarit. Po śmierci ojca w 1960 roku, król Sihanouk wrócił na tron z tytułem książęcym, aby móc dalej sprawować urząd premiera. Tym samym doszło do rzadkiej sytuacji jednowładztwa, co według niektórych bywało silnie nadużywane. W latach sześćdziesiątych jednym z frontów zimnej wojny stał się Wietnam. W tym konflikcie Kambodża próbowała zachować neutralność, choć sam król (tzn. książę) Sihanouk raz stał na stanowisku, że nie ma nic przeciwko bombardowaniom amerykańskim na pozycje nielegalnych partyzantów wietnamskich na swoich terytoriach, jeśli nie ucierpią w tym Khmerzy, ale innym razem nazywał takie ataki działalnością kryminalną, którą natychmiast należy przerwać.


Król Norodom Sihanouk
Król Sihanouk Norodom, 1983. Fot. Rob C. Cores/Anefo. Nationaal Archief

 

Złota era

Kultura lat 60. i 70.


W latach sześćdziesiątych i siedemdziesiątych mimo politycznych niepokojów Kambodża była niezrównaną enklawą muzyki rozrywkowej, big bandów, a khmerski film przeżywał tzw. złotą erę. Sam król Sihanouk napisał kilka scenariuszy i wyreżyserował kilka filmów, głównie o podtekście moralizatorsko-propagandowym. Skomponował ponadto ponad czterdzieści piosenek popularnych, w których opiewał piękno i bogactwo kulturowe swego kraju. Twórczość władcy zyskała wśród Khmerów ponadczasową popularność. Niektóre kambodżańskie dzieci zapisywały się do mojej szkoły muzycznej po to tylko, aby nauczyć się grać ulubioną spośród piosenek królewskich. W kilku z nich król wyznał wielką miłość do swej najdroższej małżonki, Monineath, matki obecnego króla Kambodży, Norodom Sihamoni.


W czasach złotej ery organizowano cukierkowe imprezy przypominające te z zachodniej kultury. Bawiono się, grano na zachodnich instrumentach zachodnią muzykę i pisano do niej khmerskie teksty. Chłopcy nosili się modnie, a dziewczęta chętnie skracały spódniczki, wsuwały buciki na obcasach, rezygnowały z tradycyjnego uczesania na rzecz nowoczesnych fryzur podobnych to tych noszonych przez zachodnie kobiety. Było to niezwykłe zjawisko kulturalne i obyczajowe w regionie Azji Południowo-Wschodniej. Pociągające zjawiska kultury Zachodu chętnie adaptowano i uprawiano, co więcej w Kambodży, w przeciwieństwie do innych krajów Azji, nie nadano temu złowrogiego statusu „podważania tradycyjnych wartości” ani „zgniłej rewolucji kulturowej”. Khmerzy mieli przestrzeń na niezwykle interesującą syntezę własnej kultury tradycyjnej z modą z Zachodu. Warto o tym wiedzieć i przed przyjazdem poszukać utworów oraz obrazów z tamtych czasów! (Obecnie opracowuję niewielką playlistę muzyki tamtych czasów na moim kanale YouTube, link niedługo). Poniżej przedstawiam przykład khmerskiej piosenki z jednego z filmów czasów złotej ery.




Kultura i sztuka są niezwykle ważnymi wartościami w rodzinach królewskich w Azji Południowo-Wschodniej. Wiele osób z rodzin królewskich, w tym sami królowie!, gra na instrumentach muzycznych i tańczy. Obecny król Kambodży, wspomniany Norodom Sihamoni, z powodzeniem ukończył studia baletowe w czeskiej Pradze!


 

Choć jako m.in. artysta z wykształcenia nie mogę się doczekać okazji, by opowiedzieć o zjawisku Złotej ery, jest to zagadnienie zasługujące na oddzielny artykuł w odpowiednim czasie, a tymczasem nadchodzi następny okres dziejów.


 

Zawirowania polityczne i niepokoje społeczne


Pomnik króla Sihanouka Norodom w nocy oświetlony mocno światłem, na tle czarnego nieba, Independence Square Phnom Penh
Pomnik króla Sihanouka Norodom na Placu Niepodległości w Phnom Penh

Oczywistym przywódcą niepodległego państwa był prawowity król, lecz pod wpływem światowych prądów społecznych oraz globalnych przemian politycznych I połowy XX w. do Kambodży dotarły idee komunistyczne, prawicowe oraz demokratyczne. Pojawiły się ugrupowania propagujące odrzucenie przestarzałej monarchii i przekazanie władzy ludowi lub partiom politycznym. Król Sihanouk próbował ochronić Kambodżę przed niepokojem i wojną toczącą się w Wietnamie i Laosie. W ramach politycznej walki o władzę, ale też z powodu zacofania społecznego i ekonomicznego prowincji, zarzucano królowi powstrzymywanie rozwoju i zbytnią troskę o własną kiesę. Już pod koniec lat sześćdziesiątych jedna z grup opozycyjnych przeprowadziła na prowincji kilka zbrojnych akcji, wybuchło kilka niewielkich powstań, które stały się próbą generalną przed nadchodzącą wojną domową i pomogły zbudować opór przeciwko wyzyskującej władzy. Pierwsza połowa lat siedemdziesiątych rozpoczęła się konfliktem między rządem i armią, a tym samym wybuchła wojna domowa (1970-1975). Przebywający z oficjalną wizytą w Chinach król Sihanouk, mimo licznych stronników w parlamencie, którzy próbowali powstrzymać pucz, został podstępnie odsunięty od władzy przez Lon Nola, polityka i wysokiej rangi generała o sympatiach proamerykańskich. Coraz śmielej zaczęły dawać o sobie znać rozmaite stronnictwa i ugrupowania rywalizujące o wpływy. Król Sihanouk rozpoczął na uchodźstwie tworzenie Zjednoczonego Frontu Narodowego Kambodży oraz Królewskiego Rządu Jedności Narodowej. W sprawę obalenia samozwańczego rządu w Phnom Penh zaangażował do walki dotychczasowych przeciwników, w tym Czerwonych Khmerów – wyjątkowo radykalny odłam Komunistycznej Partii Kambodży.


W sytuację wmieszali się komuniści z Wietnamu Północnego, którzy potajemnie wspierali kilka stron wewnętrznego konfliktu w Kambodży i przyczyniali się tym do dalszej destabilizacji. Król ze swoimi stronnikami występował przeciw buntownikom Lon Nola, na co rząd tego ostatniego odpowiadał zbrojnie. Mocarstwa zza żelaznej kurtyny dostrzegły szansę dla światowego komunizmu. Liderzy Czerwonych Khmerów zaczęli wyjeżdżać do Chin i Związku Radzieckiego na szkolenia. Ruch ludowy szybko rósł w siłę i niedługo uzurpatorską władzę wypchnięto z prowincji. Działo się to za wiedzą i przyzwoleniem króla Sihanouka, który nie miał kontroli nad komunistami, ale nadal liczył na ułożenie się z nimi po wyzwoleniu stolicy.


Czerwoni Khmerzy, jak na komunistów przystało, od dawna przygotowywali rewolucję, budując partyzantkę na rubieżach państwa. Mieli spore wsparcie komunistów z Wietnamu Północnego, Laosu, Chin i Związku Radzieckiego. Ukryci w dżungli werbowali, szkolili i indoktrynowali prostych ludzi, często nie zostawiając im wyboru. Obiecywali korzyści z przyłączenia się do rewolucji: władzę ludu, sprawiedliwość oraz dobrobyt. Przejmowali i kontrolowali coraz szersze terytoria, aż zepchnęli swoich przeciwników do kilku pozostałych pod kontrolą rządu dużych miast. Zrobiło się bardzo gorąco. Amerykańskie wsparcie militarne i cywilne przestało przybywać z Południowego Wietnamu na pięć dni przed ostateczną kapitulacją rządu. W pierwszych dniach po zajęciu stolicy przez komunistów część samozwańczych jednostek wojskowych i paramilitarnych całkiem dobrowolnie złożyła broń i oddała się do dyspozycji Czerwonych Khmerów, których hasła i idee zdawały się być powiewem nowości i postępu w zacofanej Kambodży. Wielu sądziło, że nadeszło wyzwolenie spod ucisku monarchii.


 

Czerwoni Khmerzy i ludobójstwo


Lata 1975-1979 zapisały się jako jedna z najczarniejszych kart w historii ludzkości. Żyjący świadkowie tamtych zdarzeń z trudem je wspominają, lub odmawiają rozmowy. Konsekwencje ówczesnych zbrodni widoczne są po dziś dzień i można je odczuć w codziennym życiu. Nie zauważymy tego smutku, goryczy, zaglądając tu na dwa tygodnie, ale ja patrzyłem na Kambodżę przez kilka lat. Poznałem ludzi, którzy mieli odwagę i siłę, aby o tym okresie opowiedzieć.

Po zdobyciu Phnom Penh 17 kwietnia 1975 roku komuniści natychmiast ogłosili rok zerowy i rozpoczęli niezwłoczną ewakuację miasta. W ciągu kilku dni wyprowadzono na prowincję do pracy około dwóch milionów ludzi, miasto wyludniło się, a ci którzy najpierw zdawali się być wyzwolicielami rozpoczęli mordy na obywatelach przeciwstawiających się przymusowym przesiedleniom.


Cambodia Landmine Museum w pobliżu Siem Reap i Angkor Wat, Kambodża, kiosk z dużą ilością granatów ręcznych, bomb, min przeciwpiechotnych oraz pocisków wybuchowych
Muzeum Min Przeciwpiechotnych w okolicach Siem Reap

Wszyscy mieli być idealni, tacy sami, bez tożsamości, bez przeszłości, bez przyszłości. Pol Pot, lider ruchu wyzwoleńczego, sam wykształcony we Francji, zbudował aparat eksterminacji inteligencji, edukacji, wiedzy, religii i wszystkiego, co wystawało poza ciasną ramkę jego wyobrażenia idealnego państwa socjalnego. Ludność oddelegowano do przymusowej pracy na polach, część przemysłu zniszczono, a część próbowano wykorzystać. Państwo miało stać się samowystarczalne. Burzono i rozkradano starożytne zabytki, wypleniano przejawy kultury. Zamknięto szkoły, które służyły odtąd za magazyny i więzienia. Nie było pomocy medycznej, więc zwykłe skaleczenie podczas pracy w polu często kończyło się zakażeniem i śmiercią. Nie było lekarstw do leczenia uleczalnych chorób. Wydzielane przez państwo racje żywnościowe były mikroskopijne. Niszczono rosnące w naturze owoce, aby ludzie nie podjadali na boku poza wyznaczonymi przez partię racjami żywnościowymi. Przyłapanych na podjadaniu uznawano za wrogów ludu. Mogło dojść do tortur, egzekucji. Ludzie rozpoznani jako właściciele, przedsiębiorcy, nauczyciele, profesorowie, artyści i inni natychmiast byli zabijani. Tak samo traktowano noszących okulary, a nawet osoby, które „miały ręce widocznie nieskażone pracą”. Przeciwnicy systemu oraz uznani za szpiegów, jeśli ich złapano, wiedzieli że nie dożyją następnego ranka i prawdopodobnie zostaną poddani nieludzkim torturom w miejscu, z którego cały obóz będzie mógł słuchać krzyków ofiary, lub oglądać długotrwałą, średniowieczną egzekucję. Podobno decydujący się na pozostanie w Kambodży szpiedzy, reporterzy wojenni i dyplomaci zawsze mieli przy sobie kapsułkę z trucizną. Wielu zwykłych Khmerów trafiało do więzień politycznych. Miesiącami leżeli zbiorowo przykuci do podłogi, mieli zakaz rozglądania się i odzywania, od czasu do czasu polewano ich wodą. Przed przesłuchaniem robiono im zdjęcia w specjalnym pokoju, a potem torturowano do skutku (śmierci). Wielu z nich nie wiedziało nawet za co. Zdarzało się, że zindoktrynowane dzieci donosiły na rodziców, których – na oczach własnych pociech – rzucano krokodylom na pożarcie. Dzieci zresztą nie miały przypisanych rodziców, pozostawały własnością systemu. Od czasu do czasu wieczorami wyprowadzano młode kobiety i mężczyzn przed szopy, w których mieszkali. Komisarze paramilitarnej jednostki przydzielali partnerów, zawiązywali formalnie przymusowe związki małżeńskie między nimi oraz zabierali nowożeńców w ustronne miejsce, aby osobiście dopilnować zajścia stosunku płciowego. Kobiety nieraz rodziły w środku pracy na polu. Dzieci zabierano do ośrodków implantujących im rewolucję od urodzenia.


Mieszkałem i pracowałem między ludźmi, którzy przeżyli czasy Czerwonych Khmerów. Żyją normalnie, na ile potrafią, choć niektórzy khmerscy znajomi urodzeni po 1980 wspominali, że od urodzenia nie było w ich życiu dnia bez wspomnienia któregoś z licznych obrazów, które na zawsze zostały przekleństwem ich rodziców. Reżim rozdzielał rodziny, żeby ludzie nie mogli sobie wzajemnie ufać. Do dziś nie wiadomo kto był kim, nie rozmawia się o tym. Wolą nie pytać, nie wiedzieć. W jednej rodzinie może być ofiara oraz wielokrotny kat i morderca. Nierozpoznani oprawcy chodzą po ulicach, nawet jeśli ktoś ich zdemaskuje, dawne ofiary nadal boją się zemsty.


Jak wspomniałem, dzieci odbierano rodzinom i lokowano w zbiorczych ośrodkach. Po wojnie zaś wiele dzieci oraz rodziców, jeśli przeżyli, nie odnalazło się nawzajem. Z tego powodu wielu dzisiejszych dorosłych jest sierotami rewolucji, które zostały adoptowane przez obcych lub przygarnięte do pomocy przy domu, gospodarstwie, w zamian za wyżywienie, ubranie, posłanie i jakiś szczątek tak ważnego w tej kulturze uczucia przynależności, rodziny. Osobiście znam kilka takich osób. W domu nazywa się ich przyrodnim rodzeństwem.


To taki mikroskopijny skrót.


Elity Czerwonych Khmerów dały władzę, kontrolę i karabiny najprostszym ludziom z dżungli. Szli, niszcząc zdobycze starożytnej tradycji wybitnej inteligencji khmerskiej. Ich wrogiem był zepsuty rojalista, intelektualista, bogacz, artysta, każdy darmozjad żerujący na społeczeństwie. Z pogardą patrzono na obcokrajowców żyjących w Kambodży od tysiącleci. Nawet miejska biedota była o kilka stopni wyżej w rozwoju społecznym niż ludzie z dżungli. Otrzymywali oni pełne prawo do zemsty na bogatych i wykształconych za swoje cierpienie i ucisk, o którym większość z nich nie miała dotąd pojęcia. Żyjąc spokojnie w odwiecznych osadach, nieświadomi byli istnienia cywilizacji. Uzbrojeni działacze rewolucji wyciągali prostych ludzi z chat, dając wybór przyłączenia się do rewolucji bądź rozstania z życiem. Teraz „nareszcie to po stronie rewolucjonistów była sprawiedliwość”. Często byli to ludzie bez edukacji, bez żadnych umiejętności i bez jakiejkolwiek znajomości świata poza własną wioską.

Nie znaczy to, że w strukturach rewolucji zabrakło intelektualistów. Niektórzy znakomicie przyjęli się w nowej sytuacji, poparli Pol Pota i cieszyli się wysokimi stanowiskami oraz przywilejami. Niektórzy z najokrutniejszych katów okazali się być nauczycielami prestiżowych szkół, wykładowcami, myślicielami i naukowcami. Sam Pol Pot był nauczycielem geografii i historii w phnompeńskiej szkole średniej.

W kuluarach pewnej uroczystości międzynarodowej w Phnom Penh, gdy byliśmy już przy stoliku z lampką wina i gawędziliśmy o kulturze oraz przeszłości kraju, jeden wybitny dyplomata podzielił się zastanawiającym, jakże trafnym, ironicznym spostrzeżeniem, jakiego osoba o jego funkcji publicznej nie odważyłaby się wypowiedzieć oficjalnie.


„Wszyscy próbowali stworzyć perfekcyjnie wyrównane społeczeństwo. Wszyscy mieli tę samą księgę, a mimo to – nikomu nie udało się tak do końca. Jeśli przyjrzeć się, jak zrobił to Pol Pot, można powiedzieć, że osiągnął stan najbliższy >>ideału<<.”

 

Bywają miłosierni

Cichy hołd


Mama bliskiej mi przyjaciółki straciła dwudziestu pięciu członków rodziny, w tym męża i wszystkich pięcioro dzieci. Była wtedy kobietą w średnim wieku, nauczycielką, profesorką, szanowaną urzędniczką. Młoda dziewczyna zaciągnięta w szeregi Czerwonych Khmerów rozdzielała tłum ludzi na tych w lewo i tych w prawo. Ta ledwie dorosła dziewczyna wyszarpnęła mamę mojej przyjaciółki z motłochu, zbeształa ją przykładnie i z wrzaskiem pełnym inwektyw kopnęła w stronę drugiej grupy. Dziewczyna nie dała najmniejszego znaku, że w tłumie rozpoznała swą profesorkę. Kobieta ta, nauczycielka, nadal żyje. O uczennicy słuch zaginął.


W kulturze Khmerów szacunek dla nauczyciela dorównuje szacunkowi dla rodziców i boga.

Moja przyjaciółka i jej starsza siostra urodziły się już w latach osiemdziesiątych, po ludobójstwie. Nie poznały starszego rodzeństwa ani ich ojca.


 

O Czerwonych Khmerach


Postanowiłem nie pisać specjalnie o Czerwonych Khmerach. Pomiędzy wierszami innych artykułów okres ich zbrodniczej władzy powróci w opowieściach, którymi podzielili się ze mną Khmerzy. Ten tu artykuł o historii Kambodży wymagał najmniejszej chociaż wzmianki o ludobójstwie, bo bez jego świadomości nie można zrozumieć dziejów kraju. Blog mój nie ma być o tej tragedii, lecz o pięknie Kambodży, które samo w sobie bywa wielowymiarowe i wystarczająco słodko-gorzkie. O cierpieniach związanych z wojną opowiem tylko tyle, ile obraz Królestwa Khmerów wymaga, aby go zrozumieć. Są wartościowe filmy, artykuły oraz książki na ten temat. Tak samo, jak w przypadku dokumentów o obozach koncentracyjnych w Polsce i Europie, niezwykle ciężko jest mi przedrzeć się przez publikacje o ludobójstwie khmerskim, dlatego więcej opieram się na tym, co usłyszałem od ludzi. Jeden raz odwiedziłem z kolegą (nie poszedłbym sam) muzeum ludobójstwa w Phnom Penh. Byłem w Muzeum Min Przeciwpiechotnych w okolicach Angkor Wat.


 

Po ludobójstwie


Lata osiemdziesiąte i dziewięćdziesiąte stały się czasem odwilży, ponownych roszad i przepychanek o władzę, którą z pomocą Wietnamu osiągnął obecny premier Kambodży. W latach dziewięćdziesiątych przez pewien czas premierów było dwóch: Hun Sen i książę Ranariddth Norodom, syn króla Sihanouka Norodom, ale książę został odsunięty z funkcji. W niedawnych latach książę Ranariddh zamierzał wystartować w wyborach na premiera i osiągnął nawet pewne poparcie. W jednej z tras promujących jego kampanię wyborczą z samochodem wiozącym go wraz z małżonką czołowo zderzyła się ciężarówka. Kierowcę pojazdu ciężarowego niebawem oczyszczono z podejrzeń i puszczono wolno. Książę w bardzo ciężkim stanie zabrany został na leczenie do Tajlandii, jego małżonka zaś zmarła w wyniku odniesionych obrażeń krótko po wypadku. Samochód, którym jechała książęca para, eskortowany był przez kolumnę pojazdów. Nie znam regulacji bezpieczeństwa transportu VIP-ów w Kambodży, ale np. w Europie kolumna pojazdów formowana jest po to, aby samochód ochrony przyjął uderzenie w razie ataku na pojazd chroniony.


Kontyngenty militarne przebywały w Kambodży jeszcze kilkanaście lat temu, próbując zaprowadzić porządek i pokój. Organizacje międzynarodowe niosły pomoc humanitarną oraz wojskową, ponieważ niedobitki partyzantów Pol Pota długo ukrywały się i atakowały z dżungli. Pol Pot zmarł w areszcie domowym, nieosądzony i nierozliczony, w kwietniu 1998 roku. Pod koniec tego samego roku pozostali liderzy Czerwonych Khmerów przeprosili za swoje zbrodnie. Poukrywani w dżungli i górach, ostatecznie złożyli broń do końca 1999 roku. Niektórzy zbrodniarze odnalezieni zostali w odległych lokalizacjach pod przybranymi nazwiskami wiele lat po swoich zbrodniach. Jeden z nich, największy kat Kambodży, towarzysz Duch (czyt. dujć), nawrócił się na chrześcijaństwo i został świeckim pastorem.


Stworzono międzynarodowy trybunał sprawiedliwości, aby rozliczyć zbrodniarzy. Udało się to w znikomym stopniu. Wielu ludobójców dożyło starości i zmarło z przyczyn naturalnych w oczekiwaniu na proces lub w jego trakcie.


 

Symbolizm


Oficjalna flaga Kambodży, poziomy czerwony pas na niebieskim tle z ryciną Angkor Wat
Flaga Kambodży, źródło: Flag Lane

Spojrzenie na monumentalny Angkor Wat zapewni przeżycie każdemu gościowi w tych stronach. Wyobrażam sobie, że gdyby na największą świątynię świata spojrzeć khmerskimi oczami i wkraść się temu komuś do serca, poczulibyśmy zachwyt i melancholię. Potęga kamiennych budowli, świadectwo jednego z najwyższych wzlotów kultury i sztuki w historii ludzkości, jest wszak po tysiącu lat nadal niemal nadmierna, przytłaczająca. Upadły kraj dźwigający się dziś z kolan ma w dorobku historycznym pomnik potęgi, z jaką niemal nie da się konkurować. Kształt Angkor Wat, nawet zarysowany jedną kreską, jest tak ikoniczny, że Khmerzy obrali go za symbol swej tożsamości. Ta budowla i jej okolice przypominają o najwyższym i najświetniejszym okresie cywilizacji, która w ciągu tysiąca lat od pojawienia się na kartach historii osiągnęła niedościgłą potęgę i swą wielkość utraciła.

W 1585 roku Angkor Wat odwiedził portugalski zakonnik, Antonio de Madalena. Napisał potem o świątyni:


„Ma tak niezwykłą konstrukcję, że nie da się jej opisać piórem, zwłaszcza że nie przypomina żadnej innej budowli na świecie. Ma wieże i dekoracje oraz wszelkie wyrafinowanie, jakie ludzki geniusz może sobie wyobrazić.”

Pięć wież Angkor Wat w Kambodży, zachodnia strona świątyni z palmami na żółtym edytowanym filtrem tle
Ikoniczna linia Angkor Wat

Trzy „ciemne” wieki później, w 1860 roku, wspomniany wyżej francuski podróżnik i naturalista, Henri Mouhot, przemierzał gęste dżungle Indochin w poszukiwaniu nowych gatunków roślin, zwierząt, lokalnych kultur i wyjątkowych miejsc. Spójrzmy oczami Francuza na Angkor Wat, posłuchajmy, jak widział otoczenie dawnej stolicy Khmerów i jak bardzo zmieniło się ono od czasu pierwszej wizyty Europejczyków w Kambodży:


„Jedna z tych świątyń, rywalizująca ze świątynią Salomona, wzniesiona przez jakiegoś starożytnego Michała Anioła, mogłaby zająć honorowe miejsce obok naszych najpiękniejszych budowli. Jest wspanialsza niż wszystko, co pozostawiła nam Grecja czy Rzym i stanowi smutny kontrast ze stanem barbarzyństwa, w którym pogrążony jest teraz naród.”

 

Kambodża dzisiaj


Królestwo Khmerów jest biednym, a jednak jednym z najszybciej rozwijających się krajów na świecie. Przyjeżdżając co kilka miesięcy do Phnom Penh miewam problemy z rozpoznaniem znanych mi od dawna miejsc. Budynki, ulice, firmy, sklepy, krajobraz, zmieniają się tak prędko, że trudno nadążyć za przeobrażeniami. Co było wczoraj, znika dziś w oczach, a jutro w tym miejscu powstanie coś zupełnie nowego. Nikt nie ma tu lekko. Miasto rozwija się w sposób – jak dla mnie – mało cywilizowany, niepodobnie do naszych norm zachodnich. Ma to swój ludowy urok, nutkę absurdu, pierwiastek folkloru. Społeczność miejska działa, jak tętniąca życiem dżungla, oddychająca rytmem nocy i dni. Są dzielnice bogactwa i biedy, ambasad i restauracji, urzędów i sklepów, szkół i uniwersytetów; są też rynki, zaułki zabawy i rozpusty, brak chodników, panuje kurz i tropikalna spiekota. Wszędzie na klientów polują tuk-tuki i drobni sprzedawcy. Są pagody, do których ściągają wierni, oraz wszędobylskie ceremonie rodzinne, na czas których przed domem biesiadników lub żałobników rozstawia się namiot ceremonialny. Nieraz namiot taki rozciąga się od płotu do płotu po drugiej stronie ulicy, blokując całą jej szerokość, jakby ludzie nie musieli nią jechać do domów i pracy. Wszystko da się załatwić, gdy rozumie się z kim załatwiać.


Pałac Królewski w Phnom Penh przy Riverside, złoty pałac mocno oświetlony na tle czarnego nieba w nocy, ludzie siedzą wokół pałacu
Pałac Królewski w Phnom Penh