Kambodża jest ich pełna!

Po kilku tygodniach w nowym kraju pierwszym szokiem kulturowym podzieliłem się z Tarą, Kanadyjką pracującą w mojej organizacji. Tara była weteranką, od ponad dwudziestu lat mieszkała z rodziną w krajach Azji i Oceanii. Byli wszędzie. Żyli na Fidżi, w Malezji, Indonezji, Kambodży i Singapurze.
— Tara, Kambodża jest tak abstrakcyjnie inna od Zachodu, że mój umysł ledwo daje radę nie wybuchnąć! Jak ci ludzie wpadają na takie pomysły, jak bez cienia wstydu robią rzeczy, które w Europie wywołałyby przynajmniej zamieszanie!
Tara uśmiechnęła się szeroko.
— Cha, cha! Ciekawie usłyszeć jest kogoś „świeżego”! Przez dwadzieścia lat osobliwość tak mi spowszedniała, że nic mnie już nie dziwi! Napisz coś o tym, bo za kilka lat zapomnisz, jak dziwny jest ten świat.

Oto miejsce na cuda i osobliwości Kambodży.

— Przyzwyczaisz się do zapachów, do ruchu ulicznego, ulew i do skwaru. Do białej gorączki przestanie doprowadzać cię swoboda podejścia do czasu i obowiązków w pracy. Z czasem, jak każdy, zaczniesz ignorować niedoskonałości i robić to, co wszyscy. Inaczej zwariujesz — powiedziała mi Tara przed ostatecznym wyjazdem z Azji. — Oprócz powodów do szaleństwa można tu znaleźć wiele radości. Szukaj. Każdy ją ma po swojemu.

Gdy przyjedziesz, Czytelniku, na wakacje z nastawieniem zachodniego światowca, posmakujesz egzotyki. Wiele ma ona odsłon i od ciebie zależy, czy będziesz się nimi cieszyć. Zostaną ci fotografie.

Kiedy tu zamieszkasz, sprawy robią się poważne. Nie zmienisz pogody, mentalności, kultury pracy, kultury osobistej mieszkańców, ruchu ulicznego, postaw wobec obcokrajowców. Musisz znaleźć sposób, by żyć w zgodzie ze sobą i otoczeniem. Jeśli ci się to nie uda, musisz wyjechać, lub znaleźć antidotum, aby funkcjonować w okolicach normalności.

— Wiele jeszcze przed tobą! Enjoy, Marcin! — pożegnała mnie Tara. Dla niej był to koniec azjatyckiej przygody. W tamtych dniach — ja właśnie zaczynałem swoją.